środa, 15 lipca 2015

Od Victorii do Jessicy

Zastanowiłam się chwilę nad tym czy mam sobie odejść bez słowa, czy też rzucić na dziewczynę jakieś niewybaczalne zaklęcie. Ciotka mi kiedyś o nich mówiła. Rozmyśliłam się, bo nie chciałam być na pierwszym roku wywalona z Hogwartu za używanie zakazanych zaklęć.
- Po pierwsze, jestem dla Ciebie miła, więc uszanuj to, bo nie często się to zdarza, a po drugie mamy poznać Nieśmiałki...jeśli jakieś znajdziemy. -mruknęłam do siebie.
Jassica zmierzyła mnie wzrokiem, po czym ruszyłyśmy za innymi uczniami i nauczycielem. Szliśmy w głąb lasu. Nagle się zatrzymaliśmy.
- Teraz się rozdzielimy. Każda para, ma za zadanie odszukać Nieśmiałka i spróbować go przekonać, że nie jesteśmy zagrożeniem. Niektóre z nich boją się nas...Trzeba podchodzić do nich powoli, bez gwałtownych ruchów, bo się spłoszą. W innym wypadku zaatakują. Gdy ktoś zagraża im lub chronionemu przez nie drzewu, potrafią być agresywne.
- Skoro, mogą zrobić komuś krzywdę to po co mamy ich szukać. -spytała nagle jakaś dziewczyna z Gryffindoru.
- Po to, żeby wiedziały, że nie stwarzamy dla nich zagrożenia. No i może uda się komuś, przekonać jednego do siebie.
Gryffonka przewróciła oczami i złapała za rękę jakąś dziewczynę, po czym pociągnęła ją za sobą. Odwróciłam się do Jassicy i kiwnęłam głową na znak, abyśmy wróciły. Reszta uczni, również poszła parami przed siebie szukać stworzeń.
Szłam przez jakiś czas z Jassicą w milczeniu. W końcu dziewczyna odezwała się.
- Patrz tam -wskazała palcem na cienką gałąź drzewa.
Nie widziałam tam nic, ale gdy się dokładniej przyjrzałam zobaczyłam małego Nieśmiałka.

<Jassica?>

Od Selene do John'a

- Nie, nie mam zamiaru go zamęczyć.
Po chwili dotarliśmy do naszego przedziału.
- Masz może jakiś pomysł, jak uzyskasz informacje od Profesora Lupina?
- Oprócz ciągłego naprzykrzania mu się, to nie. Lecz coś wymyślę.
Nagle do naszego przedziału podeszła jakaś dziewczyna.
- Przebierzcie się w szkolne szaty. Dojeżdżamy do Hogwartu.
Po chwili zniknęła, pewnie poszła dalej.
~~~ • ~~~
Wysiedliśmy z pociągu.
- Pierwszoroczni do mnie!
Podeszliśmy do jakiegoś półolbrzyma.
- Jestem Hagrid,gajowy Hogwartu.
- A ja Drakon. - Odpowiedział jakiś chłopak.
Po chwili wsiedliśmy do łódek. Po jakimś czasie dopłynęliśmy do Hogwartu. Czekała tam na nas, chyba, jakaś nauczycielka.
- Witajcie w Hogwarcie! Jestem Profesor Minerwa McGonagall. Za chwilę zostaniecie przydzieleni do jednego z czterech domów. Są to: Gryffindor, Ravenclaw, Hufflepuff i Slytherin.
Po chwili weszliśmy do Wielkiej Sali. Przyszliśmy na sam początek sali. Przed stołem nauczycieli stał stołek, a na nim czapka.
- Będę wyczytywać wasze imiona, a wywołana osoba usiądzie na tym krześle i założy Tiarę Przydziału. - Podniosła czapkę do góry i spojrzała na listę. - Black, Selene.
Nie no, czemu ZAWSZE muszę być pierwsza? Odrobinę nerwowa podeszłam do Profesor McGonagall, usiadłam na stołku i pozwoliłam sobie założyć Tiarę Przydziału.
Gdzie mnie przydzieli? Będę jak PRAWIE każdy Black, czy może geny ojca zwyciężą i będę drugim Black'iem w historii, który nie został przydzielony do Slytherin'u. Po chwili z moich myśli wyrwał mnie głos Tiary.
- Gryffindor!
Zaszokowana zdjęłam Tiarę i podeszłam do stołu Gryfonów, gdzie usiadłam na jednym z wolnych miejsc. Spojrzałam ukradkiem na Profesora Lupina (również był zaszokowany) , a potem przeniosłam mój wzrok na John'a.

John?

wtorek, 14 lipca 2015

Nowa uczennica - Reticentia Giaccon

"We carry these things inside us that no one else can see they hold us down like anchours they drown us out at sea."

Imię & nazwisko: Reticentia (- milczenie, zamknięcie) Giaccon
Wiek: 11 lat
Klasa: kl. I
Płeć: Kobieta
Charakter: Reticentia jest osobą niezwykle przyjazną i bezinteresowną. Uwielbia swoje towarzystwo więc na pewno nie znajdziesz jej przy tłumie ludzi, czy też na wielkich wydarzeniach. Lubi ludzi wygadanych ze względu na możliwość nie odzywania się w towarzystwie. Większość czasu spędza w towarzystwie ciekawych, starych ksiąg magi (Tak jest kujonem), a nauka idzie jej bardzo łatwo ze względu na jej Pamięć Długotrwałą. Dziewczyna potrafi zapamiętać wszystko co tylko ją zainteresuje i przyda się w życiu, dlatego nigdy nie popełnia tego samego błędu. Retic nie raz udowodni swoją bystrość, kreatywność czy roztropność.
Uwielbia tworzyć, a jej kreatywność nie zna granic.
Każda decyzja dziewczyny zostaje obmyślana, a po sekundowej kalkulacji umysłowej Reticentia jest gotowa do wyboru, czyli każdy wybór "prowadzi" rozsądek.
Uczennica stara się być ostrożna, odpowiedzialna i śmiała, lecz z tym ostatnim nie za dobrze jej wychodzi.
Przez całe swoje dzieciństwo nie była akceptowana przez rówieśników co spowodowało, że stara się bronić i pomagać skrzywdzonym przez społeczeństwo.
Została wychowana w pobożnym domu więc uczciwość i uprzejmość to podstawowe filary jej życia.
Od Reticen tryska dobroć i niesamowita wrażliwość, która nie raz uroniła łzę w ciele dziewczyny z powodu np. Rozjechanego zwierzęcia, którego dziewczyna potrafi... pochować.
Co dziwne strach nie paraliżuje dziewczyny lecz pobudza ją do działania.
Po jej zachowaniu można zauważyć jej ostrożność w każdym jej geście, dlaczego? Nie wiem.
Aparycja: Reticentia to blond-włosa i niebiesko oka dziewica, o dziwnym spojrzeniu na świat spod tej grzywki, dość nieśmiałym. Po jej chodzie i mocnym uścisku ksiąg można wnioskować, że złote jedwabne włosy pełnią rolę płotu odgradzającego ją od społeczeństwa.
Reticentia często nosi za duże na nią swetry, które zakrywają jej drobne palce oraz tyłek.
Blada jak pergamin cera dumnie pokazuje piegi dziewczyny. Piegi to jedyny obiekt jaki lubi w sobie Retic.
Dom: Ravenclaw
Różdżka: 8 cali, jarzębina, łuska ramory
Patronus: Sowa
Sterujący: Shinomone

Od Marisy do William'a

To był mój pierwszy dzień w nowej szkole, chciałam zdobyć przyjaciół, ale ponieważ byłam onieśmielona nową sytuacją na przerwie kręciłam się bez celu w pobliżu innych bawiących się nowych koleżanek i kolegów. Magle potknęłam się na korzeniu wystającym nad siemię i już miałam upaść kiedy on mnie złapał. Był przystojny i miał jedno oko fioletowe, a drugie pomarańczowe. Od razu mi się spodobał, to znaczy widziałam go wcześniej, ale ani razu nim nie rozmawiałam. Złapał mnie i popatrzył mi prosto w oczy, poczułam motyle w brzuchu.
- Cześć - powiedziałam nieśmiało i uśmiechnęłam się. - Dzięki za złapanie - w tym momencie zrobiłam się cała czerwona.

William?

Nowy uczeń - Nathaniel Cassel

"Słowa to tylko słowa. Rzadko zawracają z drogi kogoś, kto tego nie chce"

Imię & nazwisko: Nathaniel Cassel
Wiek: 11 lat
Klasa: kl. I
Płeć: Mężczyzna
Charakter: Nathaniel to typ samotnika. Uchodzi za tajemniczego, nic o sobie nie mówi. Zawsze odseparowany od wszystkich trzyma się gdzieś z boku. Nie lubi być w centrum uwagi, źle się wtedy czuje. Dość duży ignorant. Możesz do niego mówić, a on albo nie będzie Cię słuchał albo po prostu sobie pójdzie jakby nigdy nic. Jeśli już dojdzie do rozmowy to chamski i arogancki. Przez to nikt nie chce z nim rozmawiać i to mu pasuje. Jest jednak osobą bardzo inteligentom, pomysłową, a nawet przebiegłą. Zawsze potrafi znaleźć wyjście nawet z najgorszej sytuacji. Do tego zawsze nieraz jako jedyny zachowuje zimną krew. Zdarza się, że komuś pomaga, ale tak by ten ktoś się o tym nie dowiedział. Wszystkie swoje emocje kryje za "kamienną maską" obojętności. Nigdy nie narzeka bo zbytnio nie ma komu. Zdążył już trochę przeżyć i nauczył się, że nie warto komuś ufać. Wszyscy ranią. Jedyne co można o nim w miarę dobrego powiedzieć to, że jest świetnym słuchaczem (o ile najpierw nie wystraszy cię swoją osobowością) potrafi wysłuchać i zrozumieć. Właśnie bardzo wiele potrafi zrozumieć. Jest dość poważny i wie kiedy odpuścić by i tak dojść do swojego celu.
Aparycja: No więc jest dopiero wchodzi w okres dojrzewania. Jest dość niski chociaż jak na ten wiek to zbytnio nie odstaje od normalnych osób. Do tego raczej chudy. Przez swoją budowę jest zazwyczaj niezauważany. Ma blond czuprynę niespecjalnie zajmuje się jej układaniem do tego niebieskie oczy. Niektórzy mówią, że potrafi nimi zamrozić inni, że zahipnotyzować.
Dom: Slytherin
Różdżka: 11 cali, jesion, róg garboroga
Patronus: Lis
Sterujący: Tiger9799
 

Od Gabriela do Elisabeth

W sali zauważyłem, że koło mnie nie ma Elisabeth. Zacząłem nerwowo szukać jej wzrokiem.
- Gabriel Kennedy.-powiedziała dostojnym głosem kobieta.
Powoli podszedłem do niej, a ona włożyła mi tiarę przydziału na głowę. Usłyszałem cichy śmiech, po czym zauważyłem chichoczącą znajomą. Pewnie śmiesznie wyglądałem. Czapka pomruczała chwilę coś pod nosem.
- Co by tu zrobić? Hm... Leniwy czarodziej... Ale pomocny i uparty... Hufflepuff!
Przy jednym ze stołów rozległy się brawa. Podszedłem do nich i usiadłem na pierwszym wolnym miejscu.
- Elisabeth Pot.-powiedziała kobieta.
Dziewczyna wyszła z tłumu. Przypatrywałem się jej. Może też tu trafi?
- Em... a ciebie do... Ravenclaw!-krzyknęła tiara.
O nie... Jedyna znana mi osoba idzie do Ravenclaw. Kiedy przydział się skończył na salę wleciały duchy domu. Z tego co słyszałem naszym duchem jest Gruby Minch. Po paru minutach wyszedłem razem z innymi z Hufflepuff. Starsi pokazali gdzie będę spać. Udało mi się także dowiedzieć, gdzie jest Elisabeth. Gdy inni już spali po cichu do niej poszedłem. Byłem w zachodniej wieży na 7 piętrze. Przede mną były stare drzwi bez klamki. Usłyszałem za sobą czyjeś kroki. Odwróciłem się i zobaczyłem Elisabeth.
- Co tutaj robisz?-zapytała.
- Chciałem cię odwiedzić. A ty co robisz?
- Miałam iść do ciebie..
- No to byśmy się mieli...
Usłyszałem kroki. Po chwili obok nas stanęła Rolanda Hooch.
- Co wy tu dzieci robicie?-zapytała.
- My tylko...-zacząłem.
- Dostajecie po minus 5 punktów. Do swoich pokoi.
Posłusznie rozeszliśmy się.

Elisabeth?

poniedziałek, 13 lipca 2015

NOWY ADMIN

W dniach od 13 (jutro) do 30 lipca opowiadania wysyłajcie do graczki Joanne K. Maxwel.

Dziękujemy ci za zgłoszenie na admina i obiecuję w imieniu całego bloga, że zostaniesz hojnie wynagrodzona ;)...

                                                                                                                                  ~ Lume (*Kociaczek*)

Od Jessicy do Victorii

Spojrzałam z rozkojarzeniem na dziewczynę...
- Mówiłaś coś?
- Tak... Jestem Victoria - powiedziała podając mi dłoń.
- Nie pytałam cię o imię, czy może coś przeoczyłam? - spytałam zgryźliwie zszokowanej dziewczyny.
- Przykro mi, nie myślałam... - zaczęła.
- Właśnie, nie myślałaś - ucięłam rozmowę.
Odeszłam jak najdalej od Victorii. Wiem, że była Ślizgonką, ale nie byłam w najlepszym humorze do rozmów, a w takich wypadkach należy zrobić jedno; spławić natręta, to zawsze skutkuje.
- Jestem Rebeus Hagrid i będę was uczył Opieki nad Magicznymi stworzeniami. Poznamy między innymi:
-Jednorożce
-Testrale
-Sklątki tylnowybuchowe
-Hipogryfy
-Niuchacze
-Gumochłony
-Nieśmiałki...
Zaczął wyliczać w nieskończoność... nie chciało mi się tego słuchać, więc pogrążyłam się we własnych myślach... Nagle podeszła do mnie ta Ślizgonka, (jak jej tam było... Vanessa?... Vercetta?... Victoria? Taaaak, Victoria) i szturchnęła mnie w ramię.
- Co jest, życie ci nie miłe - spytałam wściekle.
- Mamy razem pracować - odburknęła.
- Dobra, dobra. A wyjaśnisz mi z łaski swojej czym się mamy zajmować?

Victoria?
 

Od Jessicy do William'a


Stałam przy wyjściu z dormitorium. Fakt miałam czekać przy tylnim wyjściu, ale miałam mu do przekazania pewną wiadomość... Wreszcie wszedł do dormitorium przez drzwi. W odróżnieniu od Gryffonów my mieliśmy drzwi. Slytherin był UNIKALNY...
Nie zauważył mnie dokładając wszelkich starań, by nikt nie zobaczył co przemyca pod peleryną, a co musiało być lampą. Szybko podbiegłam do niego i chwyciłam go  za szatę. Przystanął i zaskoczony odwrócił się do mnie. Na mój widok rozciągnął usta w szerokim uśmiechu.
- Nie szczerz się tak - syknęłam na niego
- Wydawało mi się, że - tu ściszył głos - miałaś czekać na mnie przy tylniej bramie.
- Zmiana planów, wolę mieć pewność, że nie stchurzysz, ani nie wydasz mnie nauczycielom, kiedy będę jak głupia czekać na ciebie przy bramie. Podniósł brwi.
- Myślałem, że mamy sobie ufać - powiedział.
- Błąd. Ty masz ufać mi, bo sam na zaufanie jeszcze sobie nie zasłużyłeś - odszczeknęłam mu.
Rozejrzałam się po zatłoczonym pokoju.
- A czemu to ja mam ufać tobie? - spytał.
Nie słuchałam go.
- Nie czas na dyskusje - syknęłam ściszając głos. - Zrobimy tak. Pokój jest zatłoczony, nawet bardzo ale może mam to ułatwić życie. Teraz mamy jakieś 80% szans, na to, że nikt nas nie zobaczy wychodząc...
- 80% - zamyślił się chłopak po czym wzruszył ramionami - dobre i to.
Ruszyliśmy ku wyjściu. Szczęście nieźle nam dopisało, bo akurat drzwi się otworzyły i weszła grupka głośno chichoczących dziewczyn. Pociągnęłam chłopaka za rękę i w następnej chwili znaleźliśmy się za drzwiami, które zamknęły się tuż za nami.
- Jesteś walnięta, wiesz? - spytał chłopak zapalając lampę czarami. Uśmiechnęłam się ( chyba pierwszy raz do niego ).
- Wiem - odparłam. - pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że nikt nas nie zauważył.
Skinął głową.
- Jak ty w ogóle masz na imię, bo znam tylko twoje nazwisko - spytałam.
- Ty pierwsza. - przewróciłam oczami.
- Jessica, teraz ty?
- William
Ruszyliśmy przed siebie. Osoby na obrazach krzywiły się oświetlone światłem naszej lampy.
- Jest tam kto!? - usłyszałam głos woźnego Hogwartu... Przed nami stała Pani Norris...

William? Złapią nas?? xD


Od John'a do Selene

- Pokręcone to wszystko, nie? - wymknęło mi się.
Na szczęście Profesor Lupin tylko roześmiał się głośno, choć nie udało mu się ukryć nutek histerii w głosie. Nagle do przedziału wparował (z tego co wynikało z opisów mojego brata był to...) profesor Snape.
- Pierwszoroczni? - rzucił lekceważąco.
- Wybacz Lupin, że przerywam ci to jakże ważne posiedzienie - rzucił cierpko, ale profesor Dumbledore pilnie pana wzywa.
Snape odwrócił się ku drzwiom i wyszedł powiewając czarną peleryną, przypominającą teraz do złudzenia dwa, wielkie skrzydła nietoperza.
- Wy też idzcie - nakazał Lupin wypraszając nas gestem ręki.
Ruszyliśmy posłusznie ku naszemu przedziałowi.
- Jak tylko będziemy w Hogwarcie musimy go wypytać - powiedziała wojowniczo Selene.
- Chcesz go zamęczyć na śmierć - zażartowałem.

Selene?

Od Selene do John'a

- Niech pomyślę. Okey, zgadzam się.
Wzięłam zdjęcie i pergamin.
- To co, idziemy?
- Jasne.
Wyszliśmy z przedziału. Profesora Lupina szukaliśmy około 15 minut. Znaleźliśmy go na końcu wagonu. Weszliśmy do przedziału.
- Dzień dobry Profesorze. To jest John Parkur, a ja jestem Selene Black. Możemy teraz z Profesorem porozmawiać?
- Oczywiście.
Usieliśmy na przeciwko Profesora Lupina.
- O czym chcecie porozmawiać?
- Sama nie wiem od czego zacząć.
- Selene ma nadzieję, że Pan zdradzi jej coś o jej ojcu.
- Syriusz Black ma córkę?!
- Owszem, a moja matka nie chciała mi prawie nic zdradzić.
- Kim jest twoja matka?
- Luna Black, a z domu Ariane.

John? Wena mi wysiadła

Od Victorii do Drakon'a i Jassici

Spacerowałam sobie z Drakon'em i podczas rozmowy, bardzo go polubiłam.
- Co lubisz robić w wolnym czasie? - spytałam
- Uczysz się nowych zaklęć, eliksirów, ogólnie uczysz się wszystkiego, spotykać się z przyjaciółmi, spędzać z nimi czas, a ty? - spytał.
Zastanowiłam się chwilę...
- Ja uwielbiam zajmować się różnymi zwierzętami i roślinami. Lubię też czytać książki.
Rozmawialiśmy jeszcze ze sobą i śmialiśmy się. Nie prawdopodobne...Ślizgonka zaprzyjaźniła się z Gryfon'em. No może nie od razu zaprzyjaźniła...to za dużo powiedziane.
- O czym tak rozmyślasz?
Zorientowałam się, że długo siedzieliśmy w milczeniu. Drakon przyglądał mi się niecierpliwie.
- Że jak na Gryfon'a jesteś bardzo fajny. Rodzice... -oj zapędziłam się, lubię go, ale nie wiem czy mogę mu ufać...spróbuję- Rodzice mówili, że lepiej nie zadawać się z Gryfon'ami. Mówili o nich różne rzeczy, ale ty jesteś inny.
- Jakie dokładnie rzeczy o nas mówili?
Nie no, aż tak ufać mu jeszcze nie mogę.
- Powiem Ci innym razem, teraz muszę już iść na ONMS. Moja ulubiona lekcja...znaczy dziś będzie to moja pierwsza lekcja Opieki nad Magicznymi Stworzeniami, ale od dziecka kocham magiczne stworzenia, więc raczej będzie mi się podobało.
- Domyśliłem się. -uśmiechnął się, co odwzajemniłam.
- A ty co teraz masz?
- Eliksiry.
- Najlepsza w tym nie jestem... -pomyślałam głośno- W takim razie do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Kiwnęłam głową i poszłam do nauczyciela Rubeus'a Hagrid'a. Znalazłam go przy jego małej chatce, na skraju Zakazanego Lasu. Wokół niego zebrała się niewielka grupa uczniów z różnych domów. Wśród nich była jedna dziewczyna ze Slytherinu. Podeszłam do niej i przywitałam się.
- Cześć, Jestem Victoria.

<Jassica? Drakon?>

niedziela, 12 lipca 2015

Od Jessicy do Drakona

Milczałam... Przez chwilę pogrążona byłam w własnych myślach. Bo, przecież lubiłam profesora Snape'a, mimo że moja matka nie miała do niego choć krzty zaufania od...
- Co jest? - głos Drakpna wyrwał mnie z głębokich zamyśleń.
- Snape na ciebie nie krzyczał? - zdziwiłam się.
- Nie, nawet mnie pochwalił i dał punkty Gryffindorowi - przyznał z niemałą dumą Drakon.
- To do niego nie podobne... - zamyśliłam się - może wyprali mu mózg? - zażartowałam.
- Kto? Kosmici? - zaśmiał się.
- Myślę, że nie dał by się jakimś zwykłym pajacom z kosmosu - powiedziałam kryjąc zażenowanie, choć średnio mi to wychodziło.
- Ale nie odpowiedziałaś mi na pytanie. Jak myślisz co będziemy mieli na tej lekcji? Na pewno będzie ciekawie i... 
- Mało mnie to teraz obchodzi - przyznałam cierpko przerywając mu. Podniósł brwi. - no te całe OPCM. Po co nam to w ogóle?
Wyglądał na zszokowanego.
- No przecież musimy umieć się bronić przed urokami, klątwami i... ogólnie całą czarną magią.
- Po co z nią walczyć!? Nie lepiej się jej uczyć!? Czarna magia jest potężna i... - zaczęłam. Czemu on mnie nie rozumiał!?
- Zwariowałaś!?
- Nie. To ty zwariowałeś, a ja nie złamię rodzinnej tradycji. - wysyczałam i odwróciłam się na pięcie. Zaczęłam biec. Uciekać z tej głupiej lekcji... uciekać od niego...
- Mamo, jeszcze będziesz ze mnie dumna - wyszeptałam.

Drakon? Ktoś? xD

Od John'a do Selene

- Masz racje - powiedziałem.
- Serio!? W  czym? - spytała wyrwana z rozmyśleń.
- Powinniśmy jak najszybciej pogadać z profesorem Lupinem. - powiedziałem ochoczo. Cóż, to może być całkiem niezła przygoda... Od czegoś trzeba zacząć, jeszcze przyjdzie czas na podrywanie lasek, nie?...
- My, powinniśmy? - zadała mi kolejne pytanie, jakby nieprzekonana.
- No jasne, że tak - powiedziałem, po czym przybrałem poważną minę i skłoniłem się całując rękę Selene. - Jeśli oczywiście pozwolisz mi towarzyszyć.
Przechodząca obok nas grupka dziewcząt zaśmiała się. Tylko parę prychnęło z oburzeniem, dając przy tym zbędne komentarze.
- John, nie pajacuj! - Selene udała oburzenie, po czym się zaśmiała.
- To co? Wystarczająco wkupiłem się w twoje łaski, by iść z tobą? - spytałem uśmiechając się łobuzersko.

Selene?

Od Selene do John'a

- Tak, chyba tak. Tylko tak się składa, że matka okłamała mnie mówiąc, że mój ojciec miał tylko jednego przyjaciela. Sama nie wiem, czemu pominęła James'a Potter'a i ...
- Peter'a Pettigrew. Co masz na myśli, że matka okłamywała cię?
- Kiedyś chciałam się dowiedzieć kim jest mój ojciec. Spytałam mamę, a ona nie chciała mi odpowiedzieć, lecz po jakimś czasie zaczęła mi opowiadać, że lubił ze swoim przyjacielem łamać zasady, był w Gryffindorze, oraz, że wyglądał, jak każdy Black - arystokrytycznie. Jakiś czas później usłyszałam, podczas jej rozmowy, nazwiska: Remus Lupin i Syriusz Black, oraz, jak mówiła, że nie wierzy, że mój ojciec został słusznie zesłany do Azkabanu. - Westchnęłam. - Chyba rzeczywiście będę musiała porozmawiać z Profesorem Lupinem o moim ojcu.

John? A mój op to prawie same dialogi

Od William'a do Jessicy

Zaskakujące jak cierpienie, czy utrata bliskiej ci osoby, może bezpowrotnie zmienić sposób w jaki dotychczas patrzyłeś na otaczający cię świat... Przestajesz cieszyć się drobnostkami takimi jak śpiew ptaków, widok kwitnącej rośliny, a nawet świadomością, iż masz szansę prowadzić długie i pełne wrażeń życie...
Przez lata możesz uodpornić się na ból fizyczny, który z czasem zaczyna stawać się niemalże nieodrębną częścią twej szarej codzienności... Jednak nigdy nie zdołasz uchronić się przed cierpieniem, jaki zadała ci okrutna przeszłość, pozostawiając po sobie głęboką ranę w twej psychice.
Ciche miauknięcie na powrót przywróciło mnie do rzeczywistości, domagając się większej ilości pieszczot z mojej strony. Mrużąc oczy spojrzałem w jaskrawe, przeszywające mnie ślepia, od dłuższej chwili ocierającego się o me nogi futrzaka.
Przykucnąłem przy kocurze, czule gładząc go po lśniącej, czarnej sierści, na co odpowiedział mi dość głośnym mruczeniem.
Chwila ta jednak nie trwała długo, bowiem zza rogu ponownie wyskoczył ten przeklęty szczur, a Sawyer ani się obejrzawszy, pognał za nim, na powrót znikając z mego pola widzenia.
- Chole*a jasna! - syknąłem. - Wracajże tu! Nie będę cię później szukał, ty mały popaprańcu! - zawołałem, na co grupka przechodzących obok osób, przyśpieszyła, wymijając mnie szerokim łukiem.
Z roztargnieniem rozejrzałem się wokół siebie, wyszukując wzrokiem kolejnych przechodniów, po czym nabierając powietrza w płuca, oparłem się o pobliską ścianę.
Chyba nieco za bardzo się tym wszystkim przejmuję... Przecież jeśli nawet by go zjadł, to raczej nie będzie to moim problemem, prawda? Być może właściciel owego szkodnika, w końcu by zrozumiał, iż swych pupili zdałoby się pilnować... No ale cóż, nie da się ukryć, że należy to również do moich obowiązków...
Przez parę pierwszych minut nawet się zastanawiałem, czy przypadkiem nie powinienem pójść go poszukać, jednak gdy tylko dotarło do mnie, jakiż ten cały zamek musi być wielki, szybko zrezygnowałem.
Zamiast tego postanowiłem trochę pozwiedzać tutejszą okolicę, rozpoczynając od błąkania się po długich korytarzach i oglądania ogromnych obrazów, zawieszonych na ich ścianach. Do czasu, aż natknąłem się na bibliotekę. Nim jednak zdołałem wejść do pomieszczenia, przez nieznacznie uchylone drzwi, wybiegł Sawyer, a zaraz po tym zdało się stamtąd słyszeć wyraźne krzyki.
Kot zjeżył lekko sierść na grzbiecie, po czym wciąż nie odrywając swego wzroku od biblioteki, schował się za mymi nagami.
- Co żeś tam narobił? - spytałem, mimowolnie marszcząc brwi. - Jeśli coś zepsułeś, obiecuję, iż samodzielnie...
Zwierzak miauknął donośnie nie pozwalając mi dokończyć, po chwili ponownie zaczynając łasić się o moje spodnie.
- Trzeba było o tym pomyśleć zanim znów postanowiłeś spierniczyć - warknąłem z wyrzutem, odpychając kota na bok.
Stworzonko przycupnęło sobie naprzeciwko, by następnie zacząć świdrować mnie swym błagalnym spojrzeniem.
- Cześć, to twój kot? Bo przed chwilą wpakowałby mnie w niezłe kłopoty - usłyszałem.
Uniosłem wzrok, skierowując go wprost na stojącą przy mnie dziewczynę, z którą jeszcze jakiś czas temu siedziałem na eliksirach. Panna Nightmare, jak mniemam...
- Może, i co z tego? - spytałem nieco bardziej zgryźliwie, niż uprzednio planowałem, co raczej w pewnym stopniu zniechęciło mą rozmówczynię.
- Nic, a co byś powiedział na mały, nocny wypad do... - ściszyła głos. - Zakazanego Lasu?
Muszę przyznać, iż jej propozycja nie tyle co mnie zdziwiła, a raczej zaintrygowała. Nie rozumiałem jednak, z jakiego powodu miałaby iść ze mną w takie miejsce...
- A co? - mruknąłem nieco bez przekonania.
- Pękasz? - spytała wydymając usta.
Obejrzałem się za siebie, po czym teatralnie przykładając dłoń do piersi, wbiłem w dziewczynę zaskoczone spojrzenie, tym samym udając niemałe zdziwienie.
- Ja? - prychnąłem. - Chyba sobie żartujesz.
Nightmare uśmiechnęła się prowokująco.
- No cóż, jeśli się boisz, zrozumiem - oświadczyła, na co posłałem jej piorunujące spojrzenie. - Czyli jednak idziesz?
Zamilkłem na pewną chwilę udając, że się zastanawiam, mimo iż decydowałem natychmiastowo po zadanym mi pytaniu.
- Nie sądzisz, że to trochę nierozważne włóczyć się nocą po Zakazanym Lesie u boku osoby, której nawet nie znasz? - spytałem półszeptem, uśmiechając się krzywo.
Dziewczyna spojrzała na mnie spode łba. Muszę przyznać, iż miała naprawdę intrygujące tęczówki. Z jednej strony zdawały się być intensywnie niebieskie, rzekłbym, że nawet granatowe, zaś z drugiej ciemno fioletowe, co w pewnym sensie nadawało im krzty tajemniczości...
- Jesteśmy z tego samego domu, nieprawdaż? - oświadczyła pewnie.
- Owszem, jednak nie rozumiem co to ma do rzeczy.
- To, że nie powinniśmy obawiać się siebie nawzajem - mruknęła z nieznacznym uśmiechem.
Marszcząc brwi spojrzałem na nią z taką niedorzecznością malującą się w mych oczach, jakoby właśnie usiłowała mi wmówić, iż mój kot w rzeczywistości jest żyrafą.
No bo co to miało niby znaczyć? Co usiłowała przez to powiedzieć? Czyżby sugerowała, że lękam się pójść tam akurat z nią...?
Postanowiłem jednak darować sobie zasypywanie jej pytaniami tego typu.
- To gdzie się spotykamy? - spytałem, co wywołało na twarzy dziewczyny triumfalny uśmieszek.
- Za godzinę przy tylnym wyjściu - oznajmiła. - Weź ze sobą lampę - dodała uśmiechając się tajemniczo, po czym odwróciwszy się na pięcie, ruszyła w bliżej nieokreślonym mi kierunku.
Z dezaprobatą odprowadziłem ją wzrokiem, by następnie wypuszczając powietrze z charakterystycznym świstem, zerknąć na kota, wciąż siedzącego u mego boku.
- Chodź paskudo, trzeba skądś skołować lampę... - burknąłem biorąc zwierzaka pod pachę, upewniając się, iż tym razem nie uda mu się uciec.
Opuszczenie nocą dormitorium zdawało się być dość proste, jednak przemknięcie niezauważonym do tylnego wyjścia, to już całkiem inna historia...

<Jessica?>

sobota, 11 lipca 2015

Od Drakona do Jessicy

Poszedłem na lekcje wróżbiarstwa. Nie czekaliśmy długo..... Już wiem,że Jessica miała rację!Ten przedmiot jest NAJGORSZY I NAJNUDNIEJSZY w całej szkole! Siedziałem na końcu dusznej sali i słuchałem wykłady profesor Trylawney, jedynie co usłyszałem:
-Otwórzcie swoje wewnętrzne oko!... - bo wcześniej mi się przysypiało... Rety!Niech ona skończy to!! Czy ona nigdy się tym przedmiotem się nie nudzi!? Na szczęście mam tylko jedną lekcję...Nawet mi się zasnęło, ale cóż nie pozwolono mi się tym cieszyć długo.. Ktoś mnie szturchnął i rzekł, że mnie profesor Trylawney wywołała....Musiałem coś wywróżyć z fusów...
- Widzę kozę - rzekłem
Profesor Trylawney cmoknęła i wzięła ode mnie filiżankę
- Dziecko, ty nie się jeszcze nie znasz.. To jest puchar - odparła - Znak sukcesu...
Dla mnie to i tak były nudy... jednej dziewczynie wywróżyła lisa w zupie, na co wszyscy wybuchnęli śmiechem. Chciałem już wyjść z tej dusznej sali i odetchnąć świeżym powietrzem. W końcu zadzwonił dzwonek na przerwę! Szybko wyszedłem z klasy i skierowałem się do lochów, bo tam miałem mieć Eliksiry. Nie mogłem się ich doczekać... Z jednego faktu się cieszyłem, że zgodziłem się by matka mnie uczyła eliksirów w domu, bo ją to fascynowała i chciała mnie trochę podszkolić... Po chwili zadzwonił dzwonek na lekcje i przyszedł profesor Snape. Weszliśmy do klasy i zaczął nam tłumaczyć, że Eliksiry nie są dla głupców i ignorantów. Potem kazał nam się dobrać siedzieć osobno... Profesor Snape polecił nam sporządzić eliksir skurczający, a osoby, które dobrze to zrobią zdobędą po 10 punktów dla swego domu, oczywiście dwie pierwsze osoby....Wziąłem potrzebne składniki, czyli:
2 Korzonki stokrotek
4 Figi
1 Dżdżownica
1 Śledziona szczura
Sok z pijawek – trzy łyżeczki
- Dobra - rzekłem sam do siebie. Robiłem wszystko zgodnie z przepisem:
Wlewasz gorącą wodę do kociołka
Wkładasz pokrojone korzonki stokrotek.
Mieszasz 2 razy w lewo
Teraz eliksir powinien nabrać pomarańczowego koloru
Wkładasz 4 figi
Mieszasz 10 razy w prawo, 10 razy w lewo
Dokładasz 1 dżdżownicę
Teraz eliksir powinien się zrobić błękitny
Mieszasz 2 razy w prawo
Wkładasz śledzionę szczura.
Teraz eliksir powinien być szarawy.
Wlewasz 3 łyżeczki soku z pijawek.
Teraz eliksir powinien być blado zielony
Po 30 minutach podniosłem rękę, że skończyłem. Wszyscy byli zdziwieni.. Profesor podszedł do mnie i wyjął z szuflady mysz... Nabrał trochę wywaru i wylał go na mysz, która się skurczyła
- Brawo panie Entrei - rzekł z uśmiechem - Potrafisz docenić piękno eliksirów. Tak jak obiecałem 10 punktów dla Gryffindoru, została nam jeszcze jedna osoba...
Ja mogłem siedzieć i obserwować innych, ale profesor Snape zabronił mi podpowiadać innym. Jednak cieszyłem się, że matka mnie zawsze szkoliła z Eliksirów...
Po skończonej lekcji wyszliśmy i skierowaliśmy się na ostatnią lekcję. Była to OPCM. Stałem oparty o ścianę, a chwilę później przyszła Jessica
- - I co? Zmieniłeś już zdanie? Przecież to całe wróżbiarstwo to TOTALNE BZDURY - podkreśliła
- Masz rację, wybacz mi, że ci nie uwierzyłem.. A Jessico! Eliksiry są fantastyczne! Bardzo mi się podobała ta lekcja! - powiedziałem z uśmiechem
Dziewczyna też się uśmiechnęła na me słowa...
- Jak myślisz,co będziemy robić na OPCM? Profesor Lupin da nam na pierwszą lekcje coś do walki jak np. Bogin, choć to proste, co nie? Bo zaklęcie pokonujące bogina to Riddikulus.
<Jessica??>

Nabór adminów!

Poszukuje 1-2 osób, które zajmą się blogiem (będą dodawać opowiadania (nic więcej, chyba, że dawać jakieś ogłoszenia, np. kiedy ich nie będzie. Dozwolone jest także wprowadzenie jakiegoś eventu!) ) w dniach 15-30 lipca.
Zainteresowanych proszę się zgłaszać do graczki *Kociaczek*!
W związku z tym od 15 do 30 lipca nie będzie Jessicy oraz *John'a.

                                                                                                 ~ wasz Kociaczek Lume xD

 * Dla zainteresowanych. Nie, John to nie moja postać. Jednak operuje nim mój brat, który wyjeżdża razem ze mną (tak, wiem; trochę skomplikowane...:/ )

Od Jessicy do Drakona

Wywróciłam oczami.
- No baaardzo zabawne - powiedziałam - zdziwisz się. TOTALNE NUDY! U mugoli byłoby lepiej!
Jakaś dziewczyna przechodząca obok parsknęła z oburzeniem. Nic jej nie poradzę na to, że jest takim bezguściem, ale przynajmniej mogłaby to zachować dla siebie.
- Dobra, odpuść, jak je będę miał to sam zdecyduje.
Ponownie wywróciłam oczami.
- No, niech ci już będzie - powiedziałam, mimo, że tak naprawdę wcale nie dałam za wygraną.
Korytarz wypełnił odgłos dzwonka na kolejne, nudne lekcje. Zgodnie z planem miałam teraz zielarstwo. Ruszyłam biegiem pod szklarnię numer 2. Tam mieliśmy mieć naszą pierwszą lekcję...
która przebiegła zaskakująco nudno. Szwędaliśmy się po szklarni poznając różne rośliny i metody ich zastosowania. Najbardziej zaintrygowały mnie Krzykacze. Znaczy mandragory. Nazwałam je krzykaczami, bo strasznie wrzeszczą. Jednak zaraz po tym zadałam sobie w duchu pytanie, czy nie jestem za dziecinna i odrzuciłam tą dziecinną nazwę. Po dzwonku przyszła kolej na następne, ostatnie zającia, czyli OPCM. Przed klasą spotkałam Drakona.
- I co? Zmieniłeś już zdanie? Przecież to całe wróżbiarstwo to TOTALNE BZDURY - podkreśliłam.

Drakon?

Od John'a do Selene

Spojrzałem jeszcze raz na zdjęcie... Teraz już nie miałem wątpliwości.
- To huncwoci - oznajmiłem.
- Co proszę!? - wykrzyknęła.
- Brat mi o nich opowiadał... Jest w szóstej klasie to już trochę wie. Podobno to najwięksi łamacze zasad w szkole. - teraz dopiero zdałem sobie sprawę jak to głupio zabrzmiało... - no, znaczy wiesz o co chodzi, nie?
Przytaknęła.
- Nie wiem o nich dużo. Brat mówił, że byli to James Potter, Remus Luplin, Syriusz Black i...
- Co!? - spytała z niedowierzaniem i ponownie spojrzała na zdjęcie najwyższego z chłopaków.
- Wszystko w porządku? - upewniłem się.

Selene? Sorry, za długość...

Od Drakona do Victorii

Miałem właśnie wolne, więc postanowiłem się poszwędać po Hogwarcie... Zwiedzałem teren... Wpadłem przez przypadek na profesora Snape'a...
- Przepraszam bardzo - skłoniłem mu się na przeprosiny
Spojrzał na mnie chłodno i odparł spokojnie
- Następnym razem uważaj, panie ... - oczekiwał
- Entrei, panie profesorze i obiecuję, że to nigdy więcej się nie powtórzy - odparłem
Profesor Snape obdarzył mnie uśmiechem i odszedł. Nie wiem, co to znaczy, ale mam nadzieję, że nie jest zły.... Szedłem dalej, spotkałem profesora Lupina. Nagle znowu na kogoś wpadłem, ale miałem nadzieję, że to nie nauczyciel.. Na szczęście była to Ślizgonka..
- Wybacz - odparłem i pomogłem wstać dziewczynie
- Uważaj jak chodzisz - warknęła
- Dobra, moja wina... Jestem Drakon, a ty? - spytałem
-Victoria, z jakiego domu jesteś? Bo ja ze Slytherinu - odparła
- Gryffindor - powiedziałem
- Aha....
Nastała krępująca cisza, którą ja przerwałem
- Może się przejdziemy? - zaproponowałem
- Ślizgonka z Gryfonem? Zgoda - odparła z uśmiechem
Wałęsaliśmy się po szkole rozmawiając ze sobą, śmiejąc się... Podczas tego "spaceru" poznaliśmy się bliżej...
- CO lubisz robić w wolnym czasie? - spytała Victoria
- Uczysz się nowych zaklęć, eliksirów, ogólnie uczysz się wszystkiego, spotykać się z przyjaciółmi, spędzać z nimi czas, a ty? - spytałem
<Victoria??>

piątek, 10 lipca 2015

Od Jessicy do William'a

Z chłopakiem dało się jakoś rozmawiać. Nawet nie zauważyłam kiedy zadzwonił dzwonek.... Jednak jak każdy szybko posprzątałam i wyszłam z klasy. Ponieważ była to nasza ostatnia lekcja na dzisiaj większość osób, podzielona na małe grupki przyjaciół rozeszła się każdy w swoją stronę. Ja także. Nie żebym nie miała przyjaciół (choć podobno odpycham od siebie większość ludzi), ale wolałam zostać sama. Zaczęłam chodzić bez celu po zamku. Po drodze spotkałam Drakona, ale nie byłam dziś skora do rozmów, więc szybko go zmyłam... choć zrobiło mi się go trochę żal i poczułam się lekko zażenowana swoją postawą...
W pewnej chwili natrafiłam na bibliotekę. Szybko weszłam tam szukając jakiejś wciągającej powieści, najlepiej fantasy. Okazało się jednak, że znaleźć tu można jedynie tomy "wciągającej" lektury "Historia Hogwartu", przepisy na różne eliksiry i... takie tam. W bibliotece natrafiłam na czarnego kocurka. Siedział między regałami i czujnie świdrował mnie spojrzeniem swoich, wielkich, kocich, żółto-zielonych oczu. Przykucnęłam i wyciągnęłam rękę.
- Cześć mały. Lepiej stąd choć, zanim oboje będziemy mieć przechlapane, co? - spytałam. Kot ani drgnął, a gdy zbliżyłam rękę najeżył sierść i syknął na mnie wściekle. Szybko ją cofnęłam.
- Dobra, dobra rozumiem, ale wiesz, mógłbyś...  - mruknęłam, ale nawet nie zdążyłam dokończyć swojej myśli, gdyż poczułam na sobie czyjś wzrok. Powoli odwróciłam się, pełna najgorszych obaw. Niestety moje obawy się potwierdziły...
- Wynocha! Zabieraj stąd to wstrętne...! Małe...! Szkaradztwo! - wydarła się na mnie pani Pince. Spojrzałam z powrotem na kota, ale już go tam nie było. Kurna! Teraz to ja dostanę ochrzan.
- Już do... dyrektora! - wydarła się na mnie wściekła bibliotekarka.
- Co!? - krzyknęłam z niedowierzaniem - to nawet nie mój kot!
- Nie krzycz, to biblioteka! - wydarła się na mnie.
- To pani krzyczy!
-  Nie podnoś na mnie głosu smarkulo - syknęła wściekle - Slytherin traci...
- Zaraz dlaczego Slyhterin ma stracić punkty? Z jakiego to powodu? - za panią Pince stał Snape. O nie, tego jeszcze brakowało!
- Ta smarkula - zaczęła kobieta ciężko dysząc przy każdym słowie - wpuściła tu tego szkodnika! - pokazała ręką na miejsce, w którym nie dawno siedział kot.
- Jaki kot? - spytał spokojnie profesor Snape.
- Był tu jeszcze przed chwilą - zapewniła go p. Pince.
- Cóż ja nic nie widziałem, a czy panna Nightmare coś widziała? - spytał posyłając mi ostrzegawcze spojrzenie.
- Oczywiście, że nie - zapewniłam...
- Zdaje mi się, że ty Pince musisz przejść na emeryturę - warknął zgryźliwie po czym spojrzał na mnie znacząco - a ty zaraz spóźnisz się na lekcje i musisz już iść, prawda?
- Oczywiście - mruknęłam wychodząc z biblioteki.
Na korytarzu znowu zobaczyłam tego natrętnego kota. Stał przy nim ten Curis... Hmm... dziwne, nawet nie znam jego imienia. Nie zastanawiając się za wiele podeszłam do niego.
- Cześć, to twój kot? Bo przed chwilą wpakowałby mnie w niezłe kłopoty.
- Może i co z tego - spytał zgryźliwie. O nie nawet on!? Cały świat przecwko mnie...
- Nic, a co byś powiedział na mały, nocny wypad do - sciszyłam głos - Zakazanego Lasu?
- A co? - spytał podejrzliwie.
- Pękasz? - spytałam wydymając usta. 

William?

Od Selene do John'a

- A ja, jak już to jako pałkarz. - Zachichotałam cicho. - Gdyby ktoś mnie zdenerwował nie miałby lekko.
Zaczęliśmy się śmiać. Po chwili przypomniałam sobie o kartce pergaminu, którą znalazłam na strychu, a potem spakowałam do torby, gdzie potem włożyłam podręczniki itp. Chwyciłam torbę, otworzyłam, wyjęłam stamtąd zgięty pergamin, a potem zapięłam ją i rzuciłam na podłogę.
- Co to!
- Sama nie wiem. Wygląda jak zwykły pergamin, lecz ja myślę, że to coś innego. Tym bardziej, że znalazłam to na strychu, w kartonie, gdzie są rzeczy mego ojca.
- Mogę zobaczyć?
- Jasne.
Podałam John'owi pergamin. Patrzyłam, jak obracał kartkę. Po chwili ze środka coś wypadło. Pochyliłam się, aby to podnieść. Okazało się, że to zdjęcie. Było tam czterech chłopaków. Dwóch blondynów oraz dwóch brunetów. Najwyższy z nich, chłopak o czarnych włosach, tarmosił drugiemu czarnowłosemu, który nosił okulary, włosy, oraz opieram się na ramieniu jednego z blondynów. Chłopak w okularach nie wyglądał na zadowolonego, że ma tarmoszone włosy i trzymał wyższego od siebie chłopaka za szatę. Drugi z blondynów, a najniższy z chłopaków, śmiał się. Sama nie wiedziałam czemu, ale moją uwagę przykuwał ciąglę najwyższy z przyjaciół. Domyśliłam się, że są przyjaciółmi, bo wrogami ich raczej nazwać nie można by. Nie wiedziałam też z jakiego powodu najwyższy chłopak wydawał mi się znajomy. Po chwili usłyszałam głos John'a.
- Wszystko w porządku?
- Tak, tylko nie wiem czemu, ten chłopak wydaje mi się znajomy?
Wskazałam na najwyższego, na zdjęciu, z chłopaków.
John?

Notka od autora:
1. Tak, wiem, że Mapę Huncwotów mieli Fred i George, a potem Harry, ale "Zasady są po to, aby je łamać."
2. W opisie zdjęcia wzorowałam się na tym fanarcie:https://em.wattpad.com/18e2faa0e269c49d7e4d32cd6b6a7a824f5e5e6b/687474703a2f2f692e6b696e6a612d696d672e636f6d2f6761776b65722d6d656469612f696d6167652f75706c6f61642f732d2d765a6b45456c645a2d2d2f31377a787679306d7938656c396a70672e6a7067

Nowa uczennica - Victoria Prior

 http://ri.pinger.pl/pgr452/c66c3b5b00276da24e90708f/selena-gomez-wallpaper.jpg

 Imię & nazwisko: Victoria Prior
Wiek: 11 lat
Klasa: I
Płeć: Dziewczyna
Charakter: Victoria to cicha i skryta dziewczyna. Nie lubi, gdy w okół niej jest dużo mugoli. Nie ufa im, czasami się ich boi. Wydaje się spokojna, lecz w jej głowie dzieje się inaczej, niż wygląda. Myśli często o tym jak ranić innych mugoli. Tak, aby cierpieli. Ale ma różne złe plany TYLKO wobec mugoli, którzy ją kiedyś zranili. Ją, albo jakiekolwiek inne zwierze. Gdy zaszczyci kogoś zaufaniem jest z nim zawsze szczera, wierna i oddana. Jest też bardzo odważna, sprytna i mądra.
Aparycja: Długie czarne włosy, brązowe oczy.
Dom: Slytherin
Różdżka: 8 cali, czereśnia, włos z ogona trestrala, twarda
Patronus: surykatka
Sterujący: magi

Nowa uczennica - Marisa Braun

"Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło"

Imię & nazwisko: Marisa Braun
Wiek: 11 lat
Klasa: kl. I
Płeć: Kobieta
Charakter: Dobra, miła dziewczyna, która jak znajdzie sobie przyjaciółkę lub przyjaciela to na całe życie. Podoba się wielu chłopakom ale jej podoba się tylko jeden. Bardzo pomocna, potrafi być też złośliwa i wredna ale zazwyczaj taka nie jest.
Aparycja: Przeciętnie wyglądająca młoda dziewczyna, włosy jak na zdjeciu. Ma piękne, duże brązowe oczy i małe usta.
Dom: Gryffindor
 Różdżka: 12 i pół cala, czarny bez, włókno smoczego serca
Patronus: pudel
 Sterujący: olivka 411

Od Drakona do Jessici

- To fajnie, chyba - odparłem
- A co do lekcji tej najlepszej - zacząłem, ale dziewczyna przewróciła oczami, ale nie odpuściłem - To każdy ma prawo mieć własne zdanie. Jeszcze nie miałaś Transumatacji, a ja Eliksirów, więc nie skazujmy od razu te przedmioty na gorsze, zgoda? Przynajmniej dopóki ich nie będziemy mieć pierwszej lekcji - powiedziałem do Jess
Dziewczyna się uśmiechnęła do mnie
- Czy ty, zawsze znajdujesz jakieś rozwiązania każdej kłótni? - spytała ze śmiechem - Zgoda, miejmy te pierwsze wszystkie pierwsze lekcje za sobą i potem zdecydujmy, która nam się bardziej podobała - rzekła
-Ok - odparłem
Wybuchnęliśmy śmiechem z tej małej kłótni naszej, a rozwiązanie było proste. Sprawdziliśmy na planie mieliśmy, ją na ostatniej lekcji. Teraz miałem wróżbiarstwo...
- Miałaś już wróżbiarstwo, co nie? Jakie ono jest? - spytałem
- Całkowita NUDA I BREDNIE - powiedziała podkreślając ostatnie dwa słowa
Uśmiechnąłem się mimowolnie
- Fantastycznie, jeśli tak jest to będzie ... nieciekawie, a skoro tak dobrze wyrażałaś się o Eliksirach to przez ciebie nie mogę się jej doczekać Jessico - powiedziałem z uśmiechem
<Jessica???>

Nowa uczennica - Sel Rosso

YOLO
http://data2.whicdn.com/images/101208825/large.jpg  

Imię & nazwisko: Sel Rosso
Wiek: 11 lat
Klasa: kl. I
Płeć: kobieta
Charakter: Miła, szalona, przebojowa
Aparycja: Atrakcyjna, słodka, włosy jak na zdjęciu
Dom: Gryffindor
Różdżka: 9 cali, czereśnia, włos z głowy willi, giętka
Patronus: zając
Sterujący: Vey

Od Elisabeth do Gabriela

Byłam smutna, radosna i ciekawa. Smutna, ponieważ boje się, że będzie tam jak w mojej poprzedniej szkole. Radosna, dlatego, że mogłam spokojnie opóścić moją głupią szkołę. Ciekawa byłam bardzo. To wszystko spinało na dodatek podniecenie. Wsiadłam do wagonu w którym było najmniej ludzi. Akurat zajęłam najlepsze miejsce- przy oknie. Może ta podróż nie będzie taka zła. Kiedu myślałam, że już nikt nie zmieści się już w tym pociągu, do wagonu wszedł wysoki chłopiec. Miał jasną cerę i jasne włosy. Również posiadał duże oczy, tylko niebieskie. Spytał się czy może usiąść. Odpowiedziałam, że tak. Zajął miejsce naprzeciwko mnie. Wciąż patrzyłam w okno. Widok był brzydki. Rodzice żegnający swoje pociechy.
-Jak masz na imię?- Pytanie mnie nie zdziwiło. Każda normalna osoba która chciałaby zacząć rozmowę spytała by się o to.
-Elisabeth
-Ja mam na imię Gabriel. Jedziesz do Hogwartu?- Pomysły mu się skończyły, czy co?
-Jak chyba każdy w tym pociągu.- Widok się nie zmieniał. Pociąg nie miał zamiaru ruszyć. Gabriel powiedział coś dosyć głośno, ale za cicho aby przebić się przez gwar panujący na peronie i w naszym środku transportu do nowej szkoły.
 - Co ty tam takiego widzisz? Ciągle gapisz się w okno? Nie masz ciekawszego zajęcia?-  mój wzrok powrócił na chłopaka. Ciągle na mnie patrzył. Może lepiej będzie dla mnie poznać kogoś? Chyba tak.
-No nie wiem. Chciałabym aby pociąg już ruszył.- Na twarzy Gabriela pojawił się uśmiech. Odwzajęmniłam go bladym czymś co może troszeczkę go przypominało.
-Ja też.- Nagle jakby coś wysłuchało nasze pragnienia i pociąg zaczął trzeszczeć. Znów mój wzrok skierowałam na widok za oknem. Wszystko powoli zaczęło się przesuwać. Powoli wyjechaliśmy ze stacji na świeże powietrze. 'Dobra, pamiętaj, znajomość' powiedział mi głos w głowie 'Nie interesuj się światem za oknem'. Mój wzrok skierowałam na Gabriela.
-Słyszałeś kiedykolwiek coś o Hogwarcie? -Popatrzył na mnie dziwnie, jakby myślał, że podczas tej trasy więcej się już nie odezwę
-Jakieś pogłoski były. Podobno jest tam tyle korytarzy, że nikt ich jeszcze nie zliczył.- Mówił podekscytowany- A ty słyszałaś coś o nim bardziej tajemniczego?
-Niestety nie.- Przez całą podróż rozmawialiśmy o naszej nowej szkole. Kiedy nasza podróż pociągiem się skończyła wsiedliśmy na stacji. Przywitał nas gajowy Hagrid. Poszliśmy za nim do łódek. Starałam się nie odchodzić zbytnio od Gabriela. Kiedy dopłyneliśmy do brzegu zaprowadzono nas do wielkiej sali. Wtedy wśród innych pierwszorocznych zagubiłam jedyną osobę którą znam. Ceremonia się zaczęła. Na stołku leżała czapka. To chyba było to coś, co przydziela do domów. Czapka się poruszyła i zaczęła wygłaszać mowę. Uważnie słuchałam. Była na temat domów w Hogwarcie. Kiedy skończyła pani profesor MacGonagal, która wcześniej nam się przedstawiła, wyjaśliła, że kapelusz to jest tiara przydziału, a osoby które wyczyta podeszły do niej.
-Gabriel Kennedy.- powiedziała dostojnym głosem. Z tłumu wyszedł mój znajomy. Teraz dopiero zauważyłam, że w pociągu zaczęłam się z nim czuć bardziej swobodnie.

<Gabriel?>

Od William'a do Jessicy

"Nic nie zapełni pustki, pozostałej po utracie bliskiej ci osoby..." Stwierdzenie to prześladuje mnie odkąd pamiętam, całkowicie wypełniając mój umysł przy każdej możliwej okazji. Jednak... czy posiada jakikolwiek sens? Czy to prawda, iż wpadając w sidła bólu i tęsknoty, krępujące każdy, choćby najdrobniejszy ruch, na który zdołamy się zdobyć... nie jesteśmy w stanie zaznać pocieszenia?Zacznijmy może od tego, iż strata... czegokolwiek, zwykle wiąże się z różnymi typu nieprzyjemnościami, a często również i z wspomnianym wcześniej bólem. Wiele osób jednak usiłuje stłumić swe cierpienie poprzez... No właśnie... poprzez co? Słodycze? Lody? A może próby odnalezienia czegoś, co w pewnym stopniu byłoby zdolne do wypełnienia choć części powstałej w nas wyrwy, z czasem przemieniającej się w czarną otchłań pochłaniającą resztki pozostałej nadziei...?Nieistotne w jaki sposób postąpimy... Żaden nie będzie na tyle skuteczny, by uśmierzyć wciąż narastający ból...
Z zamyślenia wyrwało mnie lekkie szturchnięcie w ramię.
Zdezorientowany zamrugałem kilkakrotnie, unosząc wzrok wprost na dziewczynę, która kolejnym szturchnięciem dała mi do zrozumienia, iż od dłuższej chwili stoję w drzwiach, tym samym zagradzając pozostałym wejście do sali, w której z kolei miały odbyć się zajęcia wróżbiarstwa.
- Nie dotykaj mnie - syknąłem do nieznajomej, wolnym krokiem wchodząc do dużego, ciemnego pomieszczenia.
Pierwsze co, zostałem wręcz odurzony dziwnym, duszącym zapachem, rozprzestrzeniającym się po całej sali. Woń ta była na tyle intensywna i drażniąca, iż z trudem powstrzymałem się od pospiesznej ewakuacji, w celu nabrania świeżego powietrza. Zamiast tego jedynie lekko zmarszczyłem nos, z roztargnieniem rozglądając się wokół siebie, bezskutecznie usiłując zlokalizować jej źródło.
Nieznacznie przyzwyczajając się do swądu, z grymasem wręcz przyklejonym do twarzy, zająłem ostatnie wolne miejsce; w pierwszym rzędzie, tuż naprzeciw sporawego fotela obitego bordowym materiałem, na którym siedziała profesor Trelawney.
Niewysoka, dziwnie ubrana kobieta w średnim wieku, o jasnych, rozczochranych włosach, odstających od jej głowy niczym macki zmutowanej ośmiornicy. Na jej nosie spoczywały okrągłe okulary w czarnej oprawie, które sądząc po grubości szkieł, przeznaczone były dla osoby z poważną wadą wzroku...
Zorientowawszy się, iż wszyscy siedzą już na swoich miejscach z lekkim znudzeniem, bądź dezaprobatą wymalowaną na twarzy, wyczekując jej poczynań, uniosła wzrok znad książki trzymanej na kolanach, po czym podnosząc się odłożyła ją na niewielki stolik, znajdujący się tuż przy fotelu.
- Witajcie moi drodzy - zaczęła z trudem dusząc w sobie entuzjazm. - Jestem profesor Trelawney i będę was uczyć jak przepowiadać przyszłość! - dokończyła z szerokim uśmiechem, gestykulując przy tym niemal każde swe słowo. - Na moich zajęciach poznacie tajniki szlachetnej sztuki wróżbiarstwa oraz dowiecie się, czy posiadacie dar... - przerwała na ułamek sekundy, starając się tym samym stworzyć swego rodzaju napięcie. - Jasnowidzenia! - wykrzyczała uradowana, na co kilka osób przysypiających z tyłu sali, poderwało się na swoich miejscach.
Z entuzjazmem przyklejonym do rozpromienionej twarzy, zaczęła opowiadać czym to będziemy zajmować się w owym semestrze, jednocześnie przechadzając się po sali i zaczepiając co poniektórych uczniów mówiąc "Masz niespotykany dar", bądź "Stanie się coś strasznego".
- Otwórzcie umysły! - kontynuowała, tym razem podchodząc do mnie i kładąc mi dłonie na głowie, gładząc przy tym po włosach, za co posłałem jej mordercze spojrzenie. - Otwórzcie swoje wewnętrzne oko! - zażądała przechadzając się dalej.
Gdy jej monolog coraz bardziej zbliżał się ku końcowi, wyciągnęła jedną z uczennic siedzących z tyłu sali na środek, nakazując jej wróżyć z herbacianych fusów, dokładnie instruując przy tym każdą osobę, która nie radziła sobie najlepiej.
Następna lekcja przeminęła niemal identycznie, jednak wyjątkowo odbyła się bez zbędnych, entuzjastycznych monologów profesor Trelawney, co raczej korzystnie wpłynęło na samopoczucie wszystkich tu obecnych.
Naszym zadaniem było wróżenie z fusów od herbaty osoby siedzącej naprzeciwko... Nie było to specjalnie ujmujące zajęcie, jednakże trafiały się dość komiczne przypadki, typu słonia w skorupce od jajka, bądź krowie na widelcu, co z kolei oznaczało fałszywego przyjaciela i pomyślność, choć za cholerę nie wiedziałem jak to ze sobą sensownie połączyć... Może chodziło o jakąś metaforę?
Ostatnią lekcją w dzisiejszym planie były eliksiry. Odbywały się one w dość niewielkiej, chłodnej sali, w której oświetlenie pozostawiało sobie dość sporo do życzenia, no ale cóż... Dzięki braku jakiejkolwiek drażniącej woni unoszącej się w powietrzu, mogłem tam przynajmniej bezproblemowo oddychać, co było raczej godną rekompensatą.
- Dziś dobierzecie się w pary i zaczniecie robić Felix Felicis - oznajmił Snape, tym samym wyrywając mnie z swego rodzaju zamyślenia. - Kto wie jak inaczej nazywany jest ten eliksir?
Ukradkiem przeleciałem wzrokiem po wszystkich siedzących, wyszukując tak zwanego "lasu rąk", jednak ku mojemu zdziwieniu, nikt się nie zgłaszał...
Prostując się na krześle nieznacznie, aczkolwiek wystarczająco, by została ona dostrzeżona, uniosłem prawą dłoń.
- Słucham panie...? - przerwał wyczekując mojego nazwiska.
- Curtis - odparłem. - To inaczej Płynne Szczęście.
- Doskonale - oświadczył. - Pięć punktów dla Slytherinu.
Następnie zaczął kontynuować swą wypowiedź na temat owego eliksiru, jednak ja zdołałem się już całkowicie wyłączyć, powracając myślami do... kota. Tak, kota i to nie byle jakiego - mojego, który już pierwszego dnia spędzonego w Hogwarcie, zdążył zniknąć z mego pola widzenia, napotykając się na dość pokaźnych rozmiarów szczura, zawzięcie go ścigając...
- Panie Curis proszę do... - dobiegł mnie głos profesora. - Panny Nightmare.
Zamrugałem kilkakrotnie mierząc wzrokiem mężczyznę i dziewczynę siedzącą kilka ławek dalej, do której rzekomo miałem się przesiąść.
Niemrawo podniosłem się z krzesła, po czym zabierając wszystkie swoje rzeczy, lekko krzywiąc się zająłem miejsce obok dziewczyny, która najwidoczniej widząc mą niechęć, jedynie przewróciła oczyma.
Zmiana miejsca jakoś niespecjalnie się do mnie uśmiechała, nawet jeśli w rezultacie miałbym siedzieć u boku kogoś tak ładnego jak moja rówieśniczka...
- Ile jeszcze do końca lekcji? - spytała kładąc na ławce kociołek.
- Dziesięć, może piętnaście minut - odparłem obojętnie, zabierając się za przygotowywanie składników. - Aż tak nie lubisz eliksirów?
- Nie lubię? - prychnęła. - Chyba żartujesz. To zdecydowanie najlepsze zajęcia - oświadczyła nalewając do kociołka pół litra wody i rozcieńczając w niej dwie krople granatu mandżurskiego.
- Więc w czym rzecz? - spytałem łagodnie, mieszając w kolbie ryż wraz z łzami feniksa.
W końcu dziewczyna jest z tego samego domu co ja. Lepiej nie robić sobie z niej wroga... Bynajmniej nie od razu.
- Po prostu mam już na dzisiaj wszystkiego dość - odparła. - Wróżbiarstwo wystarczająco mnie dobiło.
Na jej słowa z trudem powstrzymałem się od uśmiechu.
Nim zdołaliśmy rozrobić resztę składników, lekcję zakończył donośny dzwonek na przerwę. Tak jak i pozostali, posprzątaliśmy miejsce pracy, po czym zabierając ze sobą swoje rzeczy, w pośpiechu opuściliśmy salę.
Gdy tylko wyszedłem na korytarz, moim oczom natychmiastowo ukazał się Sawyer. Kocur szwędał się pod jedną ze ścian, uważnie obserwując każdego z przechodniów.
Nie zwlekając długo, podszedłem do zwierzaka i chwytając go za skórę na karku, uniosłem na wysokość swojej twarzy.
- Tu jesteś czarny parszywcu - burknąłem uśmiechając się krzywo.

<Jessica?>

czwartek, 9 lipca 2015

Ogłoszenie...

Więc...
...na blogu zmieniła się muzyka. Na razie jest to jednak tylko jeden utwór... Jakby ktoś miał pomysł na inne utwory, które mogłyby się tu pojawić, to proszę pisać w komentarzach

                                                                                                                             ~ Adminka Lume

Od Jessicy do Drakona

Rzuciłam mu mordercze spojrzenie.
- Nie świruj! Oprócz eliksirów nie ma żadnych ciekawych zajęć - powiedziałam. W odpowiedzi prychnął z pogardą.
- No co!? - rzuciłam.
- Nic, ale ELIKSIRY!? Przecież są ze Snape'm - odrzekł. Jego głos był pełen zdziwienia. - podobno to najgorszy nauczyciel w Hogwarcie.
- Wcale nie, jest bardzo... - szukałam odpowiedniego określenia - jest w porządku.
- Mówisz tak, bo jest opiekunem Slytherinu! - powiedział z niedowierzaniem.
Prychnęłam z pogardą.
- To nic nie znaczy.
- Aż za wiele - odgryzł, ale na natychmiast twarz mu zajaśniała. - ja się OPCM-u nie mogę doczekać.
Wywróciłam oczami, ale mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Nie jestem pewna, ale dzisiaj mamy to chyba razem, Drak - powiedziałam.


Drakon?

Od Drakona do Jessicy

Przyszła kolej na mnie. Podszedłem na spokojnie do stolika i usiadłem na nim.. Prosfesor McGonadal nałożyła mi Tiarę na głowie...Nagle usłyszałe cichy głosik w mojej głowie...
"Mhm...Trudne.Bardzo trudne.Mnóstwo odwagi,tak.Umysł też dość tęgi.To prawdziwy talent...och,na na założycieli Hogwartu, tak...i zdrowe pragnienie sprawdzenia się....tak. to bardzo interesujące...Więc gdzie cię mam umieścić?"
Długo siedziałem na tym stoliku, że nie wiem ile to minęło... Uczniowie się niecierpliwili...
~Nie chcę do Slytherinu... ~ pomyślałem sobie
" Nie do tego domu? - spytała mnie Tiara - Pewnyś tego?Dzięki Slytherinowi możesz być kimś wielkim, tak to wszystko siedzi w twojej głowie, a ten dom na pewno pomoże ci osiągnąć wielkość i potęgę, chłopcze...Wciąż jesteś pewny, że nie chcesz? Skoro tak... to niech będzie..."
- GRYFFINDOR!!! - ostatnie słowa krzyknęła na całą sale.
Odetchnąłem z ulgą i poszedłem do stołu Gryfonów..Spojrzałem na Jessice, która mi pomachała... Nagle ze stało wynurzył się duch...
-Nowi? Jakże mi miło was przywitać w Gryffindorze! - rzekł
- Kim ty jesteś? - spytał ktoś z nowych uczniów
- Ser Nicholas de Mimsy - odparł duch, a jeden ze starszych uczniów rzekł
- To jest Prawie Bezgłowy Nick
- CO to znaczy PRAWIE? - spytałe
-To.. - mówiąc to Nick złapał się za lewe ucho i pociągnął....głowa przechyliła się na bok i spoczęła na ramieniu, jakby była na zawiasach.Ktoś chciał obciąć mu głowę, ale nie wyszło.
Po skończonej ceremoni i kolacji udaliśmy sie do swych pokoi... Prefektem domu Gryfonów był Percy Weasley. Weszliśmy do naszego salonu i nam wszystko wyjaśnił... Poszliśmy do siebie spać...
*Następnego dnia*
Szukaliśmy z Selene sali, bo się zgubiliśmy.. Pierwszą lekcje mieliśmy Transmutacje. Pani MacGonadal na pewno się wścieknie.. W końcu znaleźliśmy salę i weszliśmy do środka. Naszczęście nie było pani MacGonadal, tylko kot siedział na środku...Chwila? Kot...Nagle kot skoczył i przemienił się w panią Minerve...
- Gdzie wyście się szwędali? - spytała groźnie
- My.. proszę pani profesor się zgubiliśmy - wyjaśniłem
- Może, któreś z was mam zmienić w zegarek? Przynajmniej jedno was było by na czas....
Usiedliśmy na swoje miejsca i lekcja się rozpoczęła
- Trasmutacja jest najbardziej złożonym i niebezpiecznym rodzajem magii, jakiego będziecie się uczyć w Hogwarcie. Każdy, kto będzie rozrabiał w klasie opuścic ją i już di niej nie wróci. Zosaliście ostrzeżeni.
Potem zmieniła katedre w prosiaka, a prosiaka w katedre. Każdy z nas chciał tak umieć, ale nie byliśmy gotowi. Po zapisaniu mnóstwo skomplikowanych reguł i wskazówek, każdy dostał zapałkę i musiał ją zmienić w igłę. Pod koniec zajęć jedynie mi i komuś jeszcze coś z tego wyszło...
- Fajne to, ale ja najbardzie nie mogę się doczekać Obrony przez czarną magią! - rzekłem do Seleny
Na korytarzu zobaczyłem Jessice, podszedłem do niej
- Cześć, jak tam pierwsza lekcja? Bo moja fantastyczna - rzekłem
<Jessica??>

Od Jessicy do William'a

Wróżbiarstwo – dopiero zaczął się rok szkolny, a już wiem, który przedmiot jest NAJGORSZY! Siedziałam na końcu dusznej, ciemnej sali i słuchałam kolejnego, nudnego wykładu.
-Otwórzcie swoje wewnętrzne oko!... - o nie znów ta sama gadka! Boshe! Czy ona nigdy się tym nie znudzi!? A dziś w planie DWIE GODZINY wróżbiarstwa... Próbowałam nawet zasnąć, by skrócić sobie tą mękę, ale prof. Trylawney od razu wywoływała mnie na środek, karząc wywróżyć coś ze szklanej kuli lub fusów od herbaty.
Na drugiej lekcji zrobiło się bardziej... ciekawie. Sami mieliśmy wróżyć z fusów. Dla mnie to i tak były nudy... jednej dziewczynie wywróżyłam słonia w skorupce od jajka, na co wszyscy wybuchnęli śmiechem. Wreszcie odezwał się wymarzony dzwonek na przerwę.
Jeszcze tylko jedna lekcji i koniec tortur na dziś. Na szczęście były to eliksiry.
- Dziś dobierzecie się w pary i zaczniecie robić Felix Felicis. Kto wie jak inaczej nazywany jest ten eliksir? - spytał Snape. Do odpowiedzi zgłosił się jakiś chłopak też ze Slytherinu.
- Słucham panie...? - odparł Snape zadowolony pewnie z tego, że będzie mógł przydzielić punkty swojemu domu.
- Curtis - odparł chłopak - To inaczej Płynne Szczęście.
- Doskonale - odparł profesor Snape. - pięć punktów dla Slytherinu. Tak więc kontynuując: jest barwy płynnego złota, a nad powierzchnię wyskakują wielkie krople. Jego uwarzenia jest wyjątkowo trudne.Posiada bardzo skomplikowaną formułę, jeden mały błąd może dużo kosztować , a wywar można spożyć dopiero po sześciu miesiącach. Póki działa sprzyja osiąganiu sukcesów we wszystkich poczynaniach. Gdy zażywa się go za często, uderza do głowy, powodując groźną lekkomyślność i przesadne zaufanie do samego siebie. W zbyt dużych dawkach działa jak silna trucizna... To właśnie będzie wasze zadanie na ten semestr.
Nauczyciel zaczął dzielić nas po dwie osoby.
- Panie Curis proszę do... panny Nightmare. - chłopak podszedł do mnie krzywiąc się lekko. Wywróciłam oczami lecz nic nie powiedziałam. W końcu jesteśmy z jednego domu.
- Ile jeszcze do końca lekcji? - spytałam kładąc na ławce kociołek.

William?

Od John'a do Selene

Spojrzałem na nią zdezorientowany.
- Słyszałem o nim - powiedziałem cicho. Nigdy nie byłem dobry w pocieszaniu. Jestem typem samotnika z jakimś tak poczuciem humoru. No co prawda od brata odziedziczyłem status podrywacza. No, ale co się dziwić? Chłopach jest w szóstej klasie, nie może zaszaleć?...
W pierwszej chwili odruchowo chciałem przytulić Selene, ale uznałem to za trochę... nie stosowne. Więc postanowiłem odpowiedzieć na jej pytanie.
- Ja też lubię łamać zasady. Jak nam jakiś nauczyciel podpadnie, zawsze można zrobić mu jakiegoś wstrętnego psikusa w postaci... cuchnącej bomby?
Dziewczyna poweselała i nawet zaśmiała się cicho.
- A twój ulubiony przedmiot?
Zastanowiłem się.
- Może Quidditch? Zawsze chciałem być w drużynie.
- Jako kto?
- Ścigający, albo obrońca - rozmarzyłem się.

Selene?

Od Selene do John'a

Wzięłam fasolkę i zaczęłam ją jeść. Po chwili zaczęłam się krztusić, ponieważ miała smak glutowy. John zaczął się śmiać. Chcąc, nie chcąc połknęłam fasolkę, żeby nie było. Wzdrygnęłam się potem. Co, jak co, ale gluty smaczne nie są. John nadal się śmiał.
- Hahaha, bardzo śmieszne. - Udawałam obrażoną.
Po chwili jednak nie wytrzymałam i również zaczęłam się śmiać. Nasz atak śmiechu trwał gdzieś tak z piętnaście minut. Potem, aby zmienić "temat" spytałam:
- Co lubisz robić i jak myślisz, jaki przedmiot będzie twoim ulubionym? Bo ja lubię rysować i łamać zasady, a co do przedmiotu myślę, że będzie to OPCM. Podobno mój ojciec i Profesor Lupin byli kiedyś przyjaciółmi, to może kiedyś zdradzi mi coś o ojcu. Bo matka mówiła mi tylko, że miał jedyną zasadę, która zresztą jest też moją zasadą, a dokładniej "Zasady są po to, aby je łamać", jako jedyny z rodziny był w Gryffindorze, oraz to, że... - Urwałam na chwilę, aby zobaczyć, czy nikt nie nie podsłuchuje. - Bez dowodów został zamknięty w Azkabanie. - Westchnęłam i posmutniałam, jak zawsze zresztą, gdy wspominam o ojcu.
John?

Od John'a do Selene

Spojrzałem na dziewczynę i rzuciłem moje bagaże w kąt całkowicie zapominając o siedzącym w środku Capris'ie. Szczur pisnął z zaskoczenia.
- Ja pier... - w ostatniej chwili ugryzłem się w język. Szybko wyjąłem z walizki zwierzę i schowałem go do kieszeni bluzy.
- To mówisz, że nazywasz się Black? - zwróciłem się do dziewczyny siadając naprzeciwko niej. Przytaknęła i chyba chciała coś powiedzieć, ale drzwi przedziału się otworzyły i weszła sprzedawczyni z wózkiem pełnym jedzenia.
- Co dla was, cukiereczki? - spytała kobieta. Zerknąłem na Selene. Wyczytałem wszystko z jej spojrzenia.
- Wszystkiego po trochu - rzuciłem wręczając kobiecie pieniądze.
Siedzieliśmy zajadając się smakołykami.
- W ogóle to nie powiedziałeś jak masz na imię - powiedziała Selene.
- John - odparłem beztrosko - John Parkur.
Zaśmiała się.
- No co!? - spytałem obrażony.
- Nic, nic. - podała mi jedną z fasolek wszystkich smaków Bertiego Botta. Obejrzałem ją dokładnie. Była żółto-zielona. Pachniała o dziwo cytryną.
- No śmiało - ponagliła mnie dziewczyna tłumiąc śmiech. Westchnąłem. Pewnie kolejny głupi żart. No ale co zrobić? Wziąłem ją do buzi. Fuuuj! Smakowała czyimiś WYMIOTAMI! Wyplułem ją. Selene zaczęła śmiać się do rozpuku. W odwecie wręczyłem jej fasolkę o smaku gluta, choć jestem pewien, że jest o niebo lepsza od rzygów.

Selene?

Od Jessicy do Drakona

- Nightmare Jessica! - moje nazwisko zostało wywołane. Wystąpiłam z rzędu pierwszoroczniaków i na nogach z waty zbliżyłam się do stołka. Trzęsłam się jak galareta. Usiadłam... nałożyli mi na głowę tiarę przydziału...
"Co my tu mamy.. ach tak, zawziętość, wścibskość - zaczęła szeptać tiara - ale także odwagę, męskość..."
- Slytherin - szeptałam w myślach. Co by było, gdyby przydzielili mnie inaczej!? Co to byłby za szok dla mamy! I co z rodzinną tradycją!? I matka i ojciec byli Ślizgonami, a u Blacków to przecież tradycja!
- SLYTHERIN! - wydarła się tiara. Odetchnęłam z ulgą. Zdjęłam tiarę i pobiegłam do stołu zadowolonych Ślizgonów...
Po mnie było jeszcze duuużo osób.
- Drakon Entrei! - obwieściła McGonagall. Pewnie trafi do Gryffindoru... Odwróciłam się i spojrzałam na chłopaka, który właśnie podchodził do stołka.

Drakon?

Od Selene

Rano wstałam dość wcześnie i natychmiast zaczęłam się szykować. Umyłam się szybko i sprawdziłam czy na pewno mam wszystko. Potem została sprawa najtrudniejsza - w co się ubrać? Po dłuższym zastanowieniu się wybrałam to co zwykle, czyli koszulę w kratkę (tym razem szarą) , jasnoniebieskie jeans'owe spodenki oraz beżowe sandały z frędzlami. Na szyję byłam zawiesiłam naszyjnik z psem. Kiedy uznałam że jestem gotowa zeszłam na dół do salonu. Zastałam tam moją rodzicielkę.
- Gotowa?
- Tak, mamo.
- To przynieś twoje bagaże. Na pewno masz ich pełno. - Zaśmiała się, co, od zamknięcia taty w Azkabanie, nie było częste.
- Oczywiście, że mam ich dużo, przecież jestem Black'iem. - Udawałam oburzoną.
Pobiegłam na górę i weszłam do mojego pokoju. Złapałam totbę z ubraniami (było tam: ok. dwadzieścia koszul, a każda w innym kolorze, dziesięc par krótkich spodenek jeans'owych [w różnych odcieniach] , różowa suknia, naszyjnik z pereł, szata Hogwartu, czarna kurtka skórzana, kozaki z futrem oraz ciuchy na zimę) . Mając jeszcze jedną wolną rękę, wzięłam klatkę z moją sową. Tak obładowana pobiegłam do salonu. Potem położyłam torbę i klatkę na ziemię, a następnie poszłam po drugą, mniejszą torbę, gdzie miałam rzeczy potrzebne w Hogwarcie, t. j. podręczniki, różdżka itp. O ile dobrze pamiętałam miałam tam jeszcze szkicownik i ołówki. Następnie zeszłam na dół.
- To wszystko, Selene?
- Tak.
* ok. godziny później*
- Tylko pamiętaj...
- Tak, mamo. Mam się słuchać nauczycieli, dyrektora i być dla wszystkich miła. A przede wszystkim przestrzegać regulaminu. Ale tak się składa, że "Zasady są po to, aby je łamać. "
- Wykapany Syriusz. - Mama nagle posmutniała, jak zawsze, kiedy wspominała o ojcu.
Nagle usłyszałyśmy:
- Wsiadamy!
Mama mnie uściskała. Chwyciłam torby i klatkę, a potem wsiadłam do pociągu. Mama mi pomachała, a potem zniknęła. Zaczęłam szukać wolnego przedziału. Po kilku minutach poszukiwać znalazłam jakiś. Weszłam tam, ułożyłam torby i klatkę, a następnie usiadłam na siedzeniu. Po chwili drzwi przedziału się otworzyły. Zobaczyłam tam jakiegoś chłopaka.
- Mogę się dosiąść?
- Jasne. A tak przy okazji jestem Selene Black.
(Ktoś?)

środa, 8 lipca 2015

Od Gabriela

Moje życie to jakiś żart. W jednej chwili biegam po ogrodzie goniąc mojego psa, a w drugiej mama krzyczy, że mam się spakować. Leniwie wszedłem po schodach, otworzyłem drzwi od pokoju i zacząłem się pakować. Po kilku minutach rodzice podwieźli mnie na stację. Stało tam mnóstwo innych osób. Wyglądali, jakby zaraz miało się stać coś niecodziennego. Pociąg wjechał na stację, a rodzice powiedzieli do mnie:
- Bądź grzeczny, nie rób kłopotów i słuchaj się innych.
Mama przytuliła mnie tak, jakby miała mnie więcej nie zobaczyć. Przecież wrócę tu kiedyś. Wsiadłem do pociągu, spoglądając tylko czy jeszcze tam stoją. Lokomotywa ruszyła, a ja przeszedłem się po wagonie w poszukiwaniu miejsca. Wszędzie były dzieciaki, wydawało mi się, że nie ma już wolnych miejsc. W końcu jednak zauważyłem puste siedzenie obok nieznanej mi dziewczyny. Wpatrywała się w okno, z dłonią na podbródku. Podszedłem bliżej.
- Mogę tu usiąść?-zapytałem.
Ona szybko odwróciła głowę w moją stronę i cichym głosem powiedziała, że mogę. Usiadłem naprzeciw niej. Uśmiechnąłem się lekko, bo w końcu jedzie tam gdzie ja, a lepiej jakieś znajomości mieć. Dziewczyna nie wydawała się chętna do rozmowy. Znów patrzyła się w okno.
- Jak masz na imię?
- Elisabeth.
- Ja mam na imię Gabriel. Jedziesz do Hogwartu?
- Jak chyba każdy w tym pociągu.
Zapadła cisza. Znaczy się cisza między nami, bo kilka metrów dalej dwa grubasy walczyły o cukierka i wrzeszczały okropnie.
- Czy oni muszą tak wrzeszczeć?-zapytałem sam siebie.
Elisabeth ciągle wpatrywała się w okno.
- Co ty tam takiego widzisz? Ciągle gapisz się w okno? Nie masz ciekawszego zajęcia? - powiedziałem.
Elisabeth?

Nowy uczeń - William Jace Curtis

"Nie warto walczyć z idiotami, mają przewagę liczebną..."
 http://i.imgur.com/nv6zZQI.jpg

Imię & nazwisko: William Jace Curtis
Wiek: 11 lat
Klasa: Kl. I
Płeć: Mężczyzna
Charakter: Z pozoru istota niemalże niczym nie wyróżniająca się z tłumu. Młody, przeciętnie wyglądający chłopak z równie zwyczajnym podejściem do życia. Uprzejmość i tolerancja przejawia się w każdym jego geście, najdrobniejszym ruchu, czy słowach, które wypowiada nadzwyczaj rzadko. Cichy, spokojny i niezwykle pomocny, a jego jedynym życiowym celem jest szerzenie dobra i miłości na świecie... Nic bardziej mylnego! Wiele można o nim powiedzieć, lecz te cechy z pewnością nigdy nie zagoszczą w jego jakże oryginalnej osobowości...
Zacznijmy może od tego, iż William jest nadzwyczaj wybredny i rzadko coś przykuwa jego "zacną" uwagę. Od niemal zawsze przyjemność sprawiał mu widok krwi i cierpienia, przez co zdarzało mu się tracić nad sobą panowanie i trochę poznęcać się nad swą starannie wybraną ofiarą... Nie jest jednak aż takim psychopatą, by bez najmniejszego powodu sprawiać ból swoim rówieśnikom. Lubuje się w samotności, która od długiego czasu kurczowo się go trzyma. Intrygują go ciemne kolory, jednak nie oznacza to, że od tych jaskrawych trzyma się w bezpiecznej odległości, w obawie iż są rzadką i śmiertelną chorobą... Biorąc pod uwagę niezwykły talent do pakowania się w kłopoty, ma skłonność do wszczynania pojedynków, które w pewnych okolicznościach, niezależnie od ich wyniku, znacznie polepszają mu samopoczucie. Istota wręcz uwielbiająca prowokować i urażać wszelkie otaczające ją istnienia. Ceni sobie ciszę, gdyż dzięki niej jest w stanie poukładać własne myśli... Poza tym ostatnimi czasy niemiłosiernie boli go głowa, a panujący wokół hałas jedynie pogarsza sprawę. Ku zdziwieniu co poniektórych osób, jest to bardzo muzykalny chłopak... Ma skłonności do śpiewania, czy nucenia tylko sobie znanych melodii (np. podczas porannej kąpieli), wpierw jednak upewni się, iż nikogo nie ma w pobliżu. Przez kilka miesięcy ciągnęło go również do rysowania, jednak jego starania zakończyły się na ewolucji ludzika z kresek.
Jest dość sceptycznie i negatywnie nastawiony do otaczającego go świata. Nienawidzi rozkazów, co niekiedy staje się kolejnym powodem jego problemów, gdy któryś raz z kolei nie wykona danego mu polecenia. Namacalną wręcz pogardą pała również do kłamców i tchórzy, którzy w jego mniemaniu są chodzącym utrapieniem, zmorą dzisiejszego świata. Niechętnie przyznaje się do porażki, jednak niezależnie od tego jak bardzo nie chce tego robić, prędzej czy później i tak się na to zdobędzie. Nie toleruje natrętów, którzy zawzięcie dążą do zrealizowania celu związanego z jego nieszczęsną osobą...
Bezczelny, złośliwy i niezwykle samolubny osobnik z wręcz irytującą pewnością siebie. Nie da sobie wleźć na głowę, a z większości niekorzystnych dla niego sytuacji wychodzi (a przynajmniej próbuje) obronną ręką. Po dłuższej obserwacji, można również stwierdzić, iż owy chłopak jest niemalże uzależniony od sarkazmu i cynicznego uśmiechu nieustannie cisnącego mu się na usta. Nieufny i nadzwyczaj podejrzliwy, przez co nie da się ot tak zdobyć jego zaufania. Tak jak i każda istota żyjąca na tym świecie, posiada także jakieś pozytywne cechy, a mianowicie szczerość... choć w jego wykonaniu również może zostać odebrana jako kolejna perfidna próba obrazy. W stosunku do osób, które darzy zaufaniem lub ewentualnie szacunkiem jest nieco bardziej wyrozumiały i delikatny, co jednak nie oznacza, iż mogą spodziewać się jakichkolwiek... czułych gestów.
Aparycja: Ciemnowłosy chłopak o dwukolorowych oczach. Tęczówka prawego przybrała odcień jasnego fioletu, natomiast lewe złota zmieszanego z nieznaczną ilością pomarańczy, brązu i różu. Wąskie usta zwykle rozciągające się w szerokim uśmiechu. W zależności od humoru, albo jest on kpiarski i ironiczny, albo nadzwyczaj złośliwy. Nieco dłuższe kruczoczarne włosy, które na skutek częstego przeczesywania ręką, zaczęły układać się artystycznym nieładzie. Jest dość wysoki i szczupły, aczkolwiek mimo młodego wieku jego sylwetka stopniowo zaczyna nabierać masy mięśniowej.
Dom: Slytherin
Różdżka: 12 i 3/4 cala, orzech włoski, włos testrala
Patronus: Orzeł


Od Drakona do Jessicy

Dostałem list z Hogwartu, rodzice się bardzo ucieszyli z tego powodu. Wielkie nieba przecież idę do szkoły magi i czarodziejstwa. Norma... Westchnąłem ciężko i spakowałem się. Po godzinie znalazłem się na peronie. Nagle zobaczyłem jakąś dziewczyne, która nie była mugolem, gdyż to wyczułem - była taka sama jak ja. Szedłem za nią by sprawdzić moje przypuszczenia. Okazały sięsłuszne - była czarodziejką. Wszedłem za nią do naszego peronu....
- Wsiadamy! - usłyszałem głos czarodzieja.
Zobaczyłem,że ta dziewczyna nie wsiada, więc ją złapałem za rękę.
- Sorka, ale gdybym tego nie zrobił to byś się spóźniła. Jestem Drakon - przedstawiłem się
- Jessica,dzięki - odparła
Uśmiechnąłem się do niej...
- Chodźmy znaleźć sobie miejsce... - rzekłem
Dziewczyna się zgodziła i poszliśmy. Przez całą podróż rozmawialiśmy ze sobą i bliżej się poznaliśmy.
- Jak myślisz do jakiego domu nas przydzielą? A tak wogule to do jakiego domy byś chciała należeć? - spytałem Jessice
Zastanowiła się przez chwilę i odparła
- Slytherin, a ty?
- Nie wiem... Może Gryffindor - odparłem
Uśmiechnęła się na me słowa.... Przez resztę drogi rozmawialiśmy, śmialiśmy się....
*Po dotarciu na miejsce*
Wysiadliśmy z pociągu. Na stacji przywitał nas bodajże gajowy...
- Pierwszoroczni!! - krzyczał
Zebraliśmy się wokół niego.
- Jestem Hagrid,gajowy Hogwartu - odparł
- A ja Drakon - przedstawiłem się z uśmiechem
Hagrid się uśmiechnął i uścisnął mi dłoń...Poszliśmy za nim do łódek. Usiadłem z Jessicą i jeszcze jakimś chłopakiem. Po dotarciu na miejsce przywitała nas chyba pani profesor...
- Witam w Hogwarcie! Jestem profesor Minerva McGonagal i jestem opiekunem domu Griffindor. Za chwilę zostaniecie wprowadzeni do Wielkiej sali i zostaniecie przydzieleni do swych domów. - odparła
Po chwili zostaliśmy wprowadzeni do środka Wielkiej sali. Na środku stał stołek, a na nim leżała jakaś czapka czy coś w tym stylu. Nagle to coś drgnęło i zaśpiewało donośnym głosem:
" Lat temu tysiąc z górą,
Gdy jeszcze nowa byłam,
Założycieli tej szkoły
Przyjaźń szczera łączyła.
Jeden im cel przyświecał
I jedno mieli pragnienie,
By swą wiedzę przekazać
Przyszłym pokoleniom.
"Razem będziemy budować!
Wiedzy pochodnię nieść!
Razem będziemy nauczać
I wspólne życie wieść".
Gdzie szukać takiej zgody

I tak głębokiej przyjaźni:
Czworo myślących zgodnie
I nie znających waśni.
Gryffindor i Slytherin
zgadzali się nawet w snach.
I zawsze widziano razem
Ravenclaw i Hufflepuff.
Jak więc taka przyjaźń
Już wkrótce się rozpadła?
Tego młodzież dzisiejsza
Przenigdy nie odgadła.
Slytherin nagle oświadcza,
Że ani mu się śni,
Nauczać magii takich,
Co nie są czystej krwi.
Ravenclaw na to rzecze,
Że bystrych nauczać chce,
Gryffindor że ceni dzielność
Bardziej niż czysta krew.
Hufflepuff chce uczyć wszystkich,
Jak głośno oświadczyła.
Sporu nie rozstrzygnięto
Ja tego świadkiem byłam.
Bo każdy z założycieli
W domu swym rządzić chce,
Każdy przy swoim wyborze
Do końca upiera się.
Slytherin przyjmuje takich,
Co mają czystą krew,
Co mają więcej sprytu
Od uczniów domów trzech,
Ravenclaw bystrych ceni,
Gryffindor dzielnych chce,
A Hufflepuff resztę uczy
Wszystkiego co sama wie.
Tak więc spór zakończono
I przyjaźń się umocniła,
Na wiele lat powróciła.
Lecz później znów niezgoda
Wśród czworga się zakrada,
Na błędach wykarmiona,
Czai się w sercach zdrada.
Domy, co jak filary
Dzielnie wspierały szkołę,
Zaczęły sobie nawzajem
Narzucać swoja wolę.
I już się wydawało,
Że koniec szkoły bliski,
Że odtąd druh druhowi
Stanie się nienawistny,
Że miecz o miecz uderzy
I wnet poleje się krew,
Gdy wtem Slytherin stary
Odchodzi z zamku precz.
I choć ucichły waśnie,
Choć spory wygaszono,
Odtąd we wspólnym dziale
Już się nie jednoczono.
I dotąd zgodna czwórka
Niezgodna trójką się stała,
I odtąd domy Hogwartu
Dzieli różnica niemała.
A teraz mnie posłuchajcie,
Wybiła wasza godzina,
Teraz Tiara Przydziału
Rozdzielać was zaczyna.
I chociaż nie wiem sama,
Czy błędu nie popełnię,
Ten przykry obowiązek
Dziś wobec was wypełnię.
Tak jak mi rozkazano,
Na domy was podzielę ,
Choć nie wiem , czy przypadkiem
Przyjaciół nie rozdzielę.
Choć nie wiem, czy mój wybór
Do zguby wiedzie wprost.
Musze wyboru dokonać,
Bo taki już mój los.
Czytajcie znaki czasu,
Poczujcie grozy tchnienie,
Bo dzisiaj Hogwart cały
Osnuły złowróżbne cienie.
Wróg z zewnątrz na nas czyha,
Śmiertelny gotując nam cios, .
Musimy się zjednoczyć
By złowrogi odwrócić los.
Wyznałam wam cała prawdę,
Niczego nie ukryłam
I Ceremonię Przydziału
Za chwilę rozpoczynam."
Po tym jak ten kapelusz skończył rozmawiać głos zabrała pani MacGonagal..
- To jest Tiara przydziału, która was przydzieli do waszych domów. Osoby, które wyczytam niech podejdę do mnie. - rzekła pani profesor
Wszyscy zaczęli oczekiwać przydziału... Na pierwszy ogień poszedł Gabriel Kennedy i został przydzielony do Hufflepuff... Potem przyszła kolej na Jessice...
<Jessica??>

Od Jessicy

Szłam...
...Szłam przez zapełniony mugolami peron...
Nie, nic nie mam do... niemagicznych...
Rozglądam się bacznie czując, że ktoś mnie obserwuje... 
...Ktoś wie...
...wie dokąd zmierzam... Nie boję się... nie chcę jednak kłopotów. Mugole nie zwracają na mnie uwagi... ZWYKŁA, MAŁA, ZAGUBIONA DZIEWCZYNKA!?? Tsaa... niech sobie tak myślą. Ktoś jednak wie dokąd zmierzam. Wie, że ta ZWYKŁA dziewczynka nie jest taka... ZWYCZAJNA.
- 9 i 3/4 - szeptałam bezgłośnie wchodząc w filar dzielący peron dziewiąty od dziesiątego...
~~*~~
- Wsiadamy, wsiadamy! - usłyszałam czarodziei. Jak dobrze być znów wśród swoich. Odetchnęłam głęboko... Ktoś złapał mnie za ramię i pociągnął w stronę wagonu. W środku odwróciłam się do tej osoby... czy to on/a mnie śledziła?

Ktoś?

Nowy uczeń - John Parkur


"Diabeł i Anioł mówią mi co lepsze, ale w tej potyczce głośniej Diabeł szepcze"http://photo-bugs.com/wp-content/uploads/2012/09/lonely-emo-boy.jpg
Imię & nazwisko: John Parkur
Wiek: 11 lat
Klasa: kl. I
Płeć: mężczyzna
Charakter: John jest zamknięty w sobie, bystry. Cichy, unika bycia w centrum uwagi. Jest też baaardzo szczery. Po prostu - szczery do bólu. Jest bardzo rozwinięty emocjonalnie, mimo, że ma...tyle lat co ma. Dużo przeżył i stał się twardszy od skały.
Aparycja: Wysoki jak na swój wiek. Posiada czarne włosy, które aktualnie przemalował na kasztanowy brąz. Nosi bluzy, jeansy (nienawidzi rurek) i trampki. Nie lubi rudych mężczyzn, nienawidzi homo. Broń boże nazwać go kujonem!
Dom: Slytherin
Różdżka: Czarny bez, 7 i pół cala, twarda
Patronus: Niedźwiedź
                       Sterujący: To Mój Konik !!!                           

Nowa uczennica - Elisabeth Pot

  To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia
 http://www.stihi.ru/pics/2012/08/06/7208.jpg

Imię & nazwisko: Elisabeth Pot
Wiek: 11 lat
Klasa: kl. I
Płeć: kobieta
Charakter: Wydaje się zwykłą cichą myszką. Trochę w tym prawdy jest. Nie lubi wychylać się z cienia. Jest inna od wszystkich, choć tego nie widać. W środku jest pełną werwy, lecz rzadko można to zauważyć. Łatwo ją zdenerwować, ale tego w życiu nie pokaże. Nie jest kujonem, tylko pomysłową marzycielką. Czasem jest wścibska. Wtedy też lubi wszystkim dogryzać. Ma dobrą pamięć i czasem trudno u niej o wybaczenie czegoś co ją zabolało. Kiedy zdobędziesz u niej jako taką ufność może uda ci się wtedy zauważyć w niej przyjacielską i radosna nastolatkę.
Aparycja: Długie blond włosy. Często spina je opaską. Lubi nosić błękitno-białe ubrania. Ma bardzo duże, zielone oczy.
Dom: Ravenclaw
Różdżka: 11 cali, czereśnia, włos z głowy willi
Patronus: wydra

Nowy uczeń - Gabriel Kennedy

,, Moje życie zamieniło się w żart, którego tylko ja nie rozumiem...''
 http://images4.fanpop.com/image/photos/19900000/Alois-DESU-alois-trancy-19996725-669-600.jpg

Imię & Nazwisko: Gabriel Kennedy
Wiek: 11 lat
Klasa: kl. I
Płeć: Chłopak
Charakter: Leń, leń i jeszcze raz leń! Pomoże jedynie jeżeli widzi w tym korzyści dla siebie. Zazwyczaj miły, pomocny, spokojny, ale wraz z wiekiem staje się coraz bardziej zbuntowany. Ma dwie twarze, z których jedna jest dla obcych, a druga dla znajomych. Bardzo radosny i oddany dla przyjaciół. Czasami brak mu odwagi, lecz nie można go nazwać strachliwym czy nieśmiałym. Straszny z niego uparciuch. Często zwala winę na innych.
Aparycja: Twarz chłopca okalają włosy w kolorze jasny blond. Oczy są niebieskie i duże. Jego rzęsy przypominają trochę rzęsy dziewczyny, bo są długie. Cera ma blady odcień. Usta mają jasno różowy kolorek. Gabriel jest wysoki jak na swój wiek ( 162 cm ). Pomimo tego, że dużo je, wiele osób twierdzi, że ma niedowagę. Swoją chudą sylwetkę zawdzięcza temu, ze od najmłodszych lat trenuje biegi na 100 metrów.
Dom: Hufflepuff
Różdżka: 12 i 3/4 cala, miękka, dąb, włókno smoczego serca
Patronus: kot syjamski


Nowa uczennica - Kitsune Shuzima

Wszystko ma swój początek jak i koniec
 http://img4.wikia.nocookie.net/__cb20140615155641/vocaloid/pl/images/4/4c/Anime_Girl_With_Headphones_Black_And_White_Photo.jpg

Imię & nazwisko: Kitsune Shuzima
Wiek: 11 lat
Klasa: Kl. I
Płeć: Dziewczyna
Charakter: Jedno słowo - cicha. Jest to zamknięta w sobie i cicha dziewczyna. Siedzi zawsze sama i nie chcę żadnej pomocy. Szybko reaguje. Nigdy nie patrzy w oczy i unika wzroku drugiej osoby. Nie lubi towarzystwa, woli siedzieć sama w ciszy. Ponieważ nie ma z kim przebywać czasu, dużo się uczy i czyta książek. Nie obchodzą ją ludzie. Żadna obelga jej nie dotyka. Nie uśmiecha się, nie śmieje, nie ukazuje swych oczu i nie mówi o sobie, jednak moze ci pomóc. Jeśli co do czego dojdzie, mówi co myśli. Zawsze się przyzna do tego co zrobiła, albo będzie się upadle bronić jak stary osioł
Aparycja: Chuda i wysoka dziewczyna. Jest słaba fizycznie, jednak nie psychicznie. Nie jest zbyt silna, jednak jest zwinna. Ubiera się w czarno-białe kolory [najczęściej jest to biała koszulka i czarne leginsy]. Nie nosi butów z przyzwyczajenia. Ma długie, proste czarne włosy z grzywką, która opada jej na oczy. Nigdy jej nie zabiera. Ma kilka blizn, które nie chcą się zrosnąć ani zniknąć. Nie widzi na jedno oko
Dom: Ravenclaw
Różdżka: Włos z ogona jednorożca, 8 i pół cala, giętka
Patronus: Łabędź





Nowa uczennica - Selene Black

 " Zasady są po to, aby je łamać"
 http://pre15.deviantart.net/e08b/th/pre/i/2013/305/1/7/silena_beauregard_by_lostie815-d6soj2s.jpg
 Imię & nazwisko: Selene Black
Wiek: 11 lat
Klasa: kl. I
Płeć: kobieta
Charakter: Selene jest szalona. W jej głowie jest pełno pomysłów na świetne kawały. Dla przyjaciół miła, ale dla wrogów... lepiej prawdę mówiąc z nią nie zadzierać. Ma duże poczucie humoru. Jest też przyjacielska i pomocna, ale bywa też złośliwa i denerwująca. Flirciara umie okręcić wokół siebie każdego chłopaka. Potrafi zrobić na kimś bardzo dobre wrażenie o sobie. Ma też dość dużą wiedzę (na pewno nikt by się po niej tego nie spodziewał). Jest też bardzo utalentowana.
Aparycja: Selene jest wysoką, szczupłą dziewczyną o czarnych długich włosach, które najczęśniej ma rozpuszczone, i niebieskich oczach. Po ojcu odziedziczyła arystokratyczny wygląd Black'ów. Ubiera się zazwyczaj w koszulę w kratkę, krótkie jeans'owe spodenki i sandały z frędzlami. Zawsze ma na szyi zawieszony naszyjnik z psem, jedyną pamiątkę, którą ma po ojcu, którego bez przesłuchania zamknięto w Azkabanie. Czasami ubiera się w różową suknię i buty na szpilkach. Zakłada wtedy też naszyjnik z pereł.
Dom: Griffindor
Różdżka: Dziesięć i ćwierć cala, wierzba, pióro z ogona feniksa, giętka
Patronus: wilk

Nowy uczeń - Drakon Entrei

Nie na zawsze przykuci jesteśmy do kręgów świata, poza nimi zaś istnieje coś więcej niż wspomnienie.
Imię & nazwisko: Drakon Entrei
Wiek: 11 lat
Klasa: Kl.I
Płeć: Mężczyzna
Charakter: Drakon nie trzyma języka za zębami. Jest waleczny, silny i odważny.Nie cofa się przed niczym, jest nieugięty. jest błyskotliwym i honorowym chłopakiem. Kroczy własną ścieżką i ma własne zasady. Potrafi być szczery aż do bólu, ceni sobie uczciwość. Jest również dość tajemniczy i skryty. W niebezpieczeństwie potrafi wykazać zimną krew i opanowanie. Trudno do niego dotrzeć, gdyż nie lubi gadać o sobie. Jest typem osoby, która przekłada dobro innych ponad swoje.Odznacza się niesłychanym męstwem i prawością jak i również sprawiedliwością. Jest raczej osobą, która nie działa lekkomyślnie i nie zostawie nikogo w potrzebie.Jego zachowania jak i spojrzenie mogą się czasem wydawać chłodne, ale takie nie są, wydaje się tak, gdy Drakon się zamyśli. Zawsze postępuje zgodnie z sercem, przez co łamie zasady.Mimo wszystko jest cierpliwy i rozsądny w swych poczynaniach. Nigdy tak łatwo się poddaje i nie odpuszcza. Danego słowa zawsze dotrzymuje, gdyż uważa, że tylko śmieć by złamał dane słowo. Również nie rzuca słów na wiatr. Drakon niczego nie oczekuje w zamian za jego pomoc. Jest pokorny i skromny oraz taktowny... Potrafi zaakceptować ciąg wydarzeń, które mogą być nieuchronne.
Aparycja: Drakon ma dłuższe ciemne włosy i niebieskie oczy. Na twarzy po lewej stronie twarzy ma dziwny tatuaż. Na prawym uchu ma kolczyka
Dom: Griffindor
Różdżka:  jedenastocalowa z ostrokrzewu, rdzeń - pióro feniksa
Patronus:Smok

sobota, 4 lipca 2015

Nowa Uczennica - Jessica Nightmare

Piekło jest puste wszystkie diabły są tu
Imię & nazwisko: Jessica Nightmare
Wiek: 11 lat
Klasa: kl. I
Płeć: kobieta
Charakter: Pyskata, nieogarnięta, wścibska... Trudno ją zrozumieć, albo do niej dotrzeć (co jest jeszcze trudniejsze). Przeklina. Nienawidzi urzędników i nauczycieli. Jednak mimo, że wygląda na twardą tak naprawdę jest bardzo wrażliwą osobą, choć stara się tego nie okazywać.
Aparycja: Ciemne, gęste włosy, które zwykle rozpuszcza lub czasami związuje w luźny kok lub warkocz. Wysportowana i szczupła dziewczyna, choć nie jest bardzo wysoka. Lubi nosić luźne T-shirty lub bluzy z kapturem. Butów nie nosi wcale. Uważa to za zbyteczne. Jeśli już zajdzie taka potrzeba zakłada czarne glany
Dom: Slytherin
Różdżka: Włókno smoczego sreca i pióro z głowy feniksa.
Patronus: Lew
Sterujący: *Kociaczek*