środa, 8 lipca 2015

Od Gabriela

Moje życie to jakiś żart. W jednej chwili biegam po ogrodzie goniąc mojego psa, a w drugiej mama krzyczy, że mam się spakować. Leniwie wszedłem po schodach, otworzyłem drzwi od pokoju i zacząłem się pakować. Po kilku minutach rodzice podwieźli mnie na stację. Stało tam mnóstwo innych osób. Wyglądali, jakby zaraz miało się stać coś niecodziennego. Pociąg wjechał na stację, a rodzice powiedzieli do mnie:
- Bądź grzeczny, nie rób kłopotów i słuchaj się innych.
Mama przytuliła mnie tak, jakby miała mnie więcej nie zobaczyć. Przecież wrócę tu kiedyś. Wsiadłem do pociągu, spoglądając tylko czy jeszcze tam stoją. Lokomotywa ruszyła, a ja przeszedłem się po wagonie w poszukiwaniu miejsca. Wszędzie były dzieciaki, wydawało mi się, że nie ma już wolnych miejsc. W końcu jednak zauważyłem puste siedzenie obok nieznanej mi dziewczyny. Wpatrywała się w okno, z dłonią na podbródku. Podszedłem bliżej.
- Mogę tu usiąść?-zapytałem.
Ona szybko odwróciła głowę w moją stronę i cichym głosem powiedziała, że mogę. Usiadłem naprzeciw niej. Uśmiechnąłem się lekko, bo w końcu jedzie tam gdzie ja, a lepiej jakieś znajomości mieć. Dziewczyna nie wydawała się chętna do rozmowy. Znów patrzyła się w okno.
- Jak masz na imię?
- Elisabeth.
- Ja mam na imię Gabriel. Jedziesz do Hogwartu?
- Jak chyba każdy w tym pociągu.
Zapadła cisza. Znaczy się cisza między nami, bo kilka metrów dalej dwa grubasy walczyły o cukierka i wrzeszczały okropnie.
- Czy oni muszą tak wrzeszczeć?-zapytałem sam siebie.
Elisabeth ciągle wpatrywała się w okno.
- Co ty tam takiego widzisz? Ciągle gapisz się w okno? Nie masz ciekawszego zajęcia? - powiedziałem.
Elisabeth?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz