Z chłopakiem dało się jakoś rozmawiać. Nawet nie zauważyłam kiedy zadzwonił dzwonek.... Jednak jak każdy szybko posprzątałam i wyszłam z klasy. Ponieważ była to nasza ostatnia lekcja na dzisiaj większość osób, podzielona na małe grupki przyjaciół rozeszła się każdy w swoją stronę. Ja także. Nie żebym nie miała przyjaciół (choć podobno odpycham od siebie większość ludzi), ale wolałam zostać sama. Zaczęłam chodzić bez celu po zamku. Po drodze spotkałam Drakona, ale nie byłam dziś skora do rozmów, więc szybko go zmyłam... choć zrobiło mi się go trochę żal i poczułam się lekko zażenowana swoją postawą...
W pewnej chwili natrafiłam na bibliotekę. Szybko weszłam tam szukając jakiejś wciągającej powieści, najlepiej fantasy. Okazało się jednak, że znaleźć tu można jedynie tomy "wciągającej" lektury "Historia Hogwartu", przepisy na różne eliksiry i... takie tam. W bibliotece natrafiłam na czarnego kocurka. Siedział między regałami i czujnie świdrował mnie spojrzeniem swoich, wielkich, kocich, żółto-zielonych oczu. Przykucnęłam i wyciągnęłam rękę.
- Cześć mały. Lepiej stąd choć, zanim oboje będziemy mieć przechlapane, co? - spytałam. Kot ani drgnął, a gdy zbliżyłam rękę najeżył sierść i syknął na mnie wściekle. Szybko ją cofnęłam.
- Dobra, dobra rozumiem, ale wiesz, mógłbyś... - mruknęłam, ale nawet nie zdążyłam dokończyć swojej myśli, gdyż poczułam na sobie czyjś wzrok. Powoli odwróciłam się, pełna najgorszych obaw. Niestety moje obawy się potwierdziły...
- Wynocha! Zabieraj stąd to wstrętne...! Małe...! Szkaradztwo! - wydarła się na mnie pani Pince. Spojrzałam z powrotem na kota, ale już go tam nie było. Kurna! Teraz to ja dostanę ochrzan.
- Już do... dyrektora! - wydarła się na mnie wściekła bibliotekarka.
- Co!? - krzyknęłam z niedowierzaniem - to nawet nie mój kot!
- Nie krzycz, to biblioteka! - wydarła się na mnie.
- To pani krzyczy!
- Nie podnoś na mnie głosu smarkulo - syknęła wściekle - Slytherin traci...
- Zaraz dlaczego Slyhterin ma stracić punkty? Z jakiego to powodu? - za panią Pince stał Snape. O nie, tego jeszcze brakowało!
- Ta smarkula - zaczęła kobieta ciężko dysząc przy każdym słowie - wpuściła tu tego szkodnika! - pokazała ręką na miejsce, w którym nie dawno siedział kot.
- Jaki kot? - spytał spokojnie profesor Snape.
- Był tu jeszcze przed chwilą - zapewniła go p. Pince.
- Cóż ja nic nie widziałem, a czy panna Nightmare coś widziała? - spytał posyłając mi ostrzegawcze spojrzenie.
- Oczywiście, że nie - zapewniłam...
- Zdaje mi się, że ty Pince musisz przejść na emeryturę - warknął zgryźliwie po czym spojrzał na mnie znacząco - a ty zaraz spóźnisz się na lekcje i musisz już iść, prawda?
- Oczywiście - mruknęłam wychodząc z biblioteki.
Na korytarzu znowu zobaczyłam tego natrętnego kota. Stał przy nim ten Curis... Hmm... dziwne, nawet nie znam jego imienia. Nie zastanawiając się za wiele podeszłam do niego.
- Cześć, to twój kot? Bo przed chwilą wpakowałby mnie w niezłe kłopoty.
- Może i co z tego - spytał zgryźliwie. O nie nawet on!? Cały świat przecwko mnie...
- Nic, a co byś powiedział na mały, nocny wypad do - sciszyłam głos - Zakazanego Lasu?
- A co? - spytał podejrzliwie.
- Pękasz? - spytałam wydymając usta.
William?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz