czwartek, 9 lipca 2015

Od John'a do Selene

Spojrzałem na dziewczynę i rzuciłem moje bagaże w kąt całkowicie zapominając o siedzącym w środku Capris'ie. Szczur pisnął z zaskoczenia.
- Ja pier... - w ostatniej chwili ugryzłem się w język. Szybko wyjąłem z walizki zwierzę i schowałem go do kieszeni bluzy.
- To mówisz, że nazywasz się Black? - zwróciłem się do dziewczyny siadając naprzeciwko niej. Przytaknęła i chyba chciała coś powiedzieć, ale drzwi przedziału się otworzyły i weszła sprzedawczyni z wózkiem pełnym jedzenia.
- Co dla was, cukiereczki? - spytała kobieta. Zerknąłem na Selene. Wyczytałem wszystko z jej spojrzenia.
- Wszystkiego po trochu - rzuciłem wręczając kobiecie pieniądze.
Siedzieliśmy zajadając się smakołykami.
- W ogóle to nie powiedziałeś jak masz na imię - powiedziała Selene.
- John - odparłem beztrosko - John Parkur.
Zaśmiała się.
- No co!? - spytałem obrażony.
- Nic, nic. - podała mi jedną z fasolek wszystkich smaków Bertiego Botta. Obejrzałem ją dokładnie. Była żółto-zielona. Pachniała o dziwo cytryną.
- No śmiało - ponagliła mnie dziewczyna tłumiąc śmiech. Westchnąłem. Pewnie kolejny głupi żart. No ale co zrobić? Wziąłem ją do buzi. Fuuuj! Smakowała czyimiś WYMIOTAMI! Wyplułem ją. Selene zaczęła śmiać się do rozpuku. W odwecie wręczyłem jej fasolkę o smaku gluta, choć jestem pewien, że jest o niebo lepsza od rzygów.

Selene?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz