niedziela, 12 lipca 2015

Od Jessicy do Drakona

Milczałam... Przez chwilę pogrążona byłam w własnych myślach. Bo, przecież lubiłam profesora Snape'a, mimo że moja matka nie miała do niego choć krzty zaufania od...
- Co jest? - głos Drakpna wyrwał mnie z głębokich zamyśleń.
- Snape na ciebie nie krzyczał? - zdziwiłam się.
- Nie, nawet mnie pochwalił i dał punkty Gryffindorowi - przyznał z niemałą dumą Drakon.
- To do niego nie podobne... - zamyśliłam się - może wyprali mu mózg? - zażartowałam.
- Kto? Kosmici? - zaśmiał się.
- Myślę, że nie dał by się jakimś zwykłym pajacom z kosmosu - powiedziałam kryjąc zażenowanie, choć średnio mi to wychodziło.
- Ale nie odpowiedziałaś mi na pytanie. Jak myślisz co będziemy mieli na tej lekcji? Na pewno będzie ciekawie i... 
- Mało mnie to teraz obchodzi - przyznałam cierpko przerywając mu. Podniósł brwi. - no te całe OPCM. Po co nam to w ogóle?
Wyglądał na zszokowanego.
- No przecież musimy umieć się bronić przed urokami, klątwami i... ogólnie całą czarną magią.
- Po co z nią walczyć!? Nie lepiej się jej uczyć!? Czarna magia jest potężna i... - zaczęłam. Czemu on mnie nie rozumiał!?
- Zwariowałaś!?
- Nie. To ty zwariowałeś, a ja nie złamię rodzinnej tradycji. - wysyczałam i odwróciłam się na pięcie. Zaczęłam biec. Uciekać z tej głupiej lekcji... uciekać od niego...
- Mamo, jeszcze będziesz ze mnie dumna - wyszeptałam.

Drakon? Ktoś? xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz