sobota, 11 lipca 2015

Od Jessicy do Drakona

Wywróciłam oczami.
- No baaardzo zabawne - powiedziałam - zdziwisz się. TOTALNE NUDY! U mugoli byłoby lepiej!
Jakaś dziewczyna przechodząca obok parsknęła z oburzeniem. Nic jej nie poradzę na to, że jest takim bezguściem, ale przynajmniej mogłaby to zachować dla siebie.
- Dobra, odpuść, jak je będę miał to sam zdecyduje.
Ponownie wywróciłam oczami.
- No, niech ci już będzie - powiedziałam, mimo, że tak naprawdę wcale nie dałam za wygraną.
Korytarz wypełnił odgłos dzwonka na kolejne, nudne lekcje. Zgodnie z planem miałam teraz zielarstwo. Ruszyłam biegiem pod szklarnię numer 2. Tam mieliśmy mieć naszą pierwszą lekcję...
która przebiegła zaskakująco nudno. Szwędaliśmy się po szklarni poznając różne rośliny i metody ich zastosowania. Najbardziej zaintrygowały mnie Krzykacze. Znaczy mandragory. Nazwałam je krzykaczami, bo strasznie wrzeszczą. Jednak zaraz po tym zadałam sobie w duchu pytanie, czy nie jestem za dziecinna i odrzuciłam tą dziecinną nazwę. Po dzwonku przyszła kolej na następne, ostatnie zającia, czyli OPCM. Przed klasą spotkałam Drakona.
- I co? Zmieniłeś już zdanie? Przecież to całe wróżbiarstwo to TOTALNE BZDURY - podkreśliłam.

Drakon?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz