W sali zauważyłem, że koło mnie nie ma Elisabeth. Zacząłem nerwowo szukać jej wzrokiem.
- Gabriel Kennedy.-powiedziała dostojnym głosem kobieta.
Powoli podszedłem do niej, a ona włożyła mi tiarę przydziału na głowę.
Usłyszałem cichy śmiech, po czym zauważyłem chichoczącą znajomą. Pewnie
śmiesznie wyglądałem. Czapka pomruczała chwilę coś pod nosem.
- Co by tu zrobić? Hm... Leniwy czarodziej... Ale pomocny i uparty... Hufflepuff!
Przy jednym ze stołów rozległy się brawa. Podszedłem do nich i usiadłem na pierwszym wolnym miejscu.
- Elisabeth Pot.-powiedziała kobieta.
Dziewczyna wyszła z tłumu. Przypatrywałem się jej. Może też tu trafi?
- Em... a ciebie do... Ravenclaw!-krzyknęła tiara.
O nie... Jedyna znana mi osoba idzie do Ravenclaw. Kiedy przydział się
skończył na salę wleciały duchy domu. Z tego co słyszałem naszym duchem
jest Gruby Minch. Po paru minutach wyszedłem razem z innymi z
Hufflepuff. Starsi pokazali gdzie będę spać. Udało mi się także
dowiedzieć, gdzie jest Elisabeth. Gdy inni już spali po cichu do niej
poszedłem. Byłem w zachodniej wieży na 7 piętrze. Przede mną były stare
drzwi bez klamki. Usłyszałem za sobą czyjeś kroki. Odwróciłem się i
zobaczyłem Elisabeth.
- Co tutaj robisz?-zapytała.
- Chciałem cię odwiedzić. A ty co robisz?
- Miałam iść do ciebie..
- No to byśmy się mieli...
Usłyszałem kroki. Po chwili obok nas stanęła Rolanda Hooch.
- Co wy tu dzieci robicie?-zapytała.
- My tylko...-zacząłem.
- Dostajecie po minus 5 punktów. Do swoich pokoi.
Posłusznie rozeszliśmy się.
Elisabeth?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz